Blog > Komentarze do wpisu

"Pasja życia"

Wczoraj w ramach wędrówki szlakiem nadodrzańskich kawiarenek umówiłam się z koleżanką w Cafe Bema:)

 Aga podzieliła się ze mną min. przeżyciami z wyjazdowych  warsztatów dla kobiet doświadczających w swoim życiu wielu  zranień. B. ciekawa, ekumeniczna zresztą inicjatywa i rzeczywiście inspirujący program. Fajnie, że takie rzeczy mają miejsce, bo myślę że jest wielka potrzeba żeby kobiecie w dzisiejszej zabieganej rzeczywistości, a jeszcze często obarczonej niełatwą przeszłością, dać wsparcie.

Wymieniłyśmy się też ciekawymi lekturami. Ja odebrałam przeczytaną już przez koleżankę "Chatę", a ona w zamian pożyczyła mi R. Brett "Bóg nigdy nie mruga". Już czytam i b. mi się podoba:)

Nie o tej lekturze jednak, jak domyślacie się po tytule, chcę tutaj jednak mówić. Ostatnio przypomniałam sobie "Pasję życia"- niesamowita opowieść o niezwykłym życiu wybitnego malarza Vincenta van Gogha. Zaznaczam od razu, ze wpis ten nie będzie żadną recenzją, ale jedynie luźnymi refleksjami związanymi z tą książką. Przyznam się też od razu, ze zupełnie inaczej czytało mi się ją za czasów studenckiej, a zupełnie inaczej teraz po "drodze artysty", gdy sama drobnymi krokami próbuję swoich sił w malarstwie. 

Po przeczytaniu tejże lektury jeszcze mocniej zaczynają docierać do mnie treści- prawda słów Julii Cameron, które omawialiśmy w czasie spotkań "twórczego grona". Szczególnie zapadła mi w pamięć np. taka oto sentencja: "Paradoks twórczego odrodzenia polega na tym, że poważnie zaczynamy traktować siebie mniej serio"...i to co tworzymy, trzeba by od razu dorzucić.

I to jest rzeczywiście kluczowe jeśli chce się uprawiać sztukę i  nie wpaść, jak Van Gogh po prostu w obłęd. I nie chodzi tu w cale o jakiś generalnie niefrasobliwy stosunek do życia. Wręcz przeciwnie: właśnie dlatego, ze jest ono takie ważne warto o siebie zadbać. A co to oznacza: ono traktować całe swoje życie,( a więc pracę wychowanie dzieci, uprawiany sport, czy inne hobby) jako sztukę i proporcjonalnie na miarę swoich możliwości rozkładać siły. A w praktyce oznacza to, ze jeżeli nawet odkrywam w sobie pasję do uprawiania sztuki, to nie rzucam zaraz pracy, czy innych swoich obowiązków i nie mówię do dzieci:" idźcie się bujać bo matka tworzy", tylko wtedy kiedy mogę , na ile czas mi pozwala nie zaniedbując tego, z czego żyję (bo póki co, sorry, ale jeszcze nie z malarstwa;)).

Generalnie chodzi też o to, żeby sztuka dawała nam radość, by była dla nas po prostu frajdą! 

Bo można oczywiście jak wielu malarzy dać się zwariować i jak chociażby Vincent przez naście lat być na garnuszku brata poświęcając wszystkie siły i czas jednemu, tylko że ta nieumiejętność utrzymywania ( fiksacja- jakby to psycholog powiedział- na temacie) w życiu proporcji może faktycznie zaowocować kompletnym szaleństwem (rozstrojem nerwowym), bo człowiek w końcu nie wytrzyma presji, którą sam  na siebie nałożył w dążeniu chociażby do doskonałej formy. Sama teraz wiem jak rzeczywiście wyczerpujące jest nieraz techniczne udoskonalenie jednego bodaj szczegółu obrazu, gdy musisz nad jakąś pierdółką ślęczeć godzinami, a jeszcze  i tak wychodzi nie tak jak byś  chciała. Co wtedy zrobić? Ano nie zadręczać się, nie wpadać w obłęd, ale nabrać właściwego do tematu dystansu. Mi pomaga np. zamiana aktywności: wychodzę pobiegać, czy na spacer i zresztą, o dziwo, wtedy przychodzą mi najlepsze- najbardziej twórcze pomysły! Ten dystans a nie "pałowanie się" z tematem jest   naprawdę konieczny dla utrzymania psychicznej równowagi.

To może tyle, żeby nie zagadać tematu, choć właśnie praktyka  anie teoria stoi za tymi refleksjami.

Dla mnie UWAŻNOŚĆ i OPTYMIZM jest tym co najlepiej pozwala postrzegać ŻYCIE po prostu jako SZTUKĘ. Wniosek jaki stąd płynie jest prosty: wszyscy jesteśmy artystami i tylko musimy zachwyciwszy się dziełem Stwórcy dać się ponieść jego twórczej fali:) A jeżeli to dzieło, umówmy się, nie zawsze nas zachwyca to z reklamacjami najlepiej udać się nie do kogo innego jak do samego Twórcy:)

O tym właśnie min. teraz czytam we wspomnianej na początku lekturze. Modlitwa pt "niech to wszystko szlag" wspomniana przez autorkę i solidna kłótnia z Najwyższym naprawdę  przynosi skutej oczyszczający i naprawdę nie musimy się swojego gniewu rzuconemu Mu w twarz obawiać. Jedyny warunek jaki on Ci postawi to szczerość, no i ważne jest czy rzeczywiście chcesz się czegoś od mistrza nauczyć, czy tylko obstawać przy swoim.

Te ostanie  refleksje, na które sobie tutaj pozwalam nie wyniosłam wcale z wspomnianych lektur, ani nawet z "twórczej drogi", ale są one moim osobistym doświadczeniem, zbieranym na różnych drogach latami. 

I na koniec muszę Wam szczerze wyznać, że poznając kolejną ścieżkę wiodącą do odkrycia prawdy kim jest Najwyższy Artysta, jestem pod coraz większym wrażeniem Jego pomysłów- tak wielu różnych ubogacających nas dróg.

Moja młodsza koleżanka określiła wczoraj pożyczoną przeze mnie lekturę jako momentami "słodko pierdzącą" (skądinąd b. dobre określenie dla wielu pobożnych lektur:), mam jednak nadzieję, ze moje tutejsze wywody nie odbierzecie w taki właśnie sposób:)

a jeśli nawet to "f....it" (czytaj przedostatni wpis;))

Ja i tak Wam na Nowy Rok życzę właśnie tego :

byśmy potrafili z uwagą i troską pochylać się nad każdym przejawem życia i być,(  każdy na swoim odcinku), jak najbardziej kreatywnym artystą  zajmującym się sztuką, którą jest samo życiem

Ściskam Was mocno i lecę dokonać ostatniej przeróbki koronkowej czarnej, którą sprawiłam sobie właśnie na tegorocznego Sylwestra 

Dobrej zabawy także i  dla Was!

sobota, 31 grudnia 2016, taniatoja

Polecane wpisy

  • dialogi na cztery nogi

    Zrobiło się prawdziwie wiosennie i od razu robi się człowiekowi tak lekko i radośnie na sercu:) Nawet w pracy przy całym zagonieniu znajdują się okazje do uśmie

  • "Milczenie"

    Po ostatnim filmie Mela Gibsona "Przełęcz Ocalonych" powiedziałam sobie, że długo na tzw. religijny film nie pójdę. Każdą historię, moim zdaniem, można bowiem o

  • "Sztuka kochania"...i nie tylko

    No i zaczęłam ferie:) Zdajsie, że tym razem nigdzie nie wyjadę (kontuzja kolan, więc nartki "buy, buy"), ale weekendy mam już od rana do wieczora zaplanowane, n

Komentarze
2016/12/31 15:25:03
Taniu- w koronkowej czarnej i z kusztyczkiem czegoś pysznego z pewnością fantastycznie powitasz Nowy Rok 2017. Życzę Tobie aby był dla Ciebie jak najlepszy i przyniósł tylko dobre chwile. Miłej zabawy!
-
2016/12/31 17:23:41
Kochana Taniu, wielu, wielu łask dla Ciebie! Niechaj każdy dzionek Nowego Roku będzie Ci radosny. Spełniaj się pięknie! Buziole! :-*:-*:-*
-
2017/01/01 14:30:41
Dalszych świetnych pomysłów w Nowym Roku.
-
2017/01/01 15:39:04
Spełnienia marzeń Taniu :))
-
2017/01/03 14:49:38
Dziękuję pięknie Wszystkim za życzenia.
Tanię niestety już dopadł szkolny kierat i prawie o Sylwestrze zapoimniała;)