RSS
niedziela, 25 września 2016

 

Dziś mamy piękną słoneczną jesień:)

Pogoda wymarzona- po prostu przecudna i dlatego też po południu wybieram się do parku na rowerową wycieczkę. Z tej okazji dziś wcześniej  przygotowałam niedzielny obiadek, na który przychodzi do nas Starsza. Fajnie, bo nie widziałyśmy się cały tydzień, gdyż dziecię me zmieniło pracę (i tak jak zresztą mama) cały dzień jest poza domem. Niedługo jednak ta intensywna praca się skończy, bo za tydzień zaczyna się przecież kolejny rok akademicki. 

Mi pozostaną nadal (do cieszenia się swobodą) tylko weekendy, ale to dobrze, bo ostatnio w domu niespecjalnie się czuję. Ma to niejako  związek z warsztatami Zacznij Two-Żyć, w których uczestniczę. Niestety, ale na początku (książkowo zresztą) Drogi Artysty, ujawniły się we mnie pewne blokady, z którymi trzeba się zmierzyć. 

 Mam nadzieję jednak, że kiedy przebrnę przez niełatwe początki, mój "wewnętrzny artysta" ruszy po prostu z kopyta:)

 Wczoraj, a właściwie od piątku do sobotniego popołudnia trwała natomiast moja randka artystyczna, czyli warsztaty z tańcem:) Okazało się jednak, że były one prowadzone zupełnie w innym stylu, niż te w których poprzednio uczestniczyłam. Szkoda, ale przynajmniej jasno mi to pokazało w czym czuję się dobrze, a w czym nie. B. się cieszę też ze spotkania z panią choreograf  i prowadzącą z poprzednich właśnie zajęć, bo okazało się, że czujemy dokładnie to samo i na szczęście warsztaty, które będzie prowadziła w Domu Edyty Stein  będą miały cały czas taki sam charakter. Czyli, że będę mogła uczestniczyć w tym, w czym najlepiej się czuję i to dosłownie po sąsiedzku.

Wczoraj jeszcze i w zeszły weekend udało mi się uczestniczyć w spotkaniu z kulturą japońską i chińską. Ciekawe doświadczenie, choć i tu wyraźnie potwierdziłam sobie, że choć elementy tych tradycji są owszem ciekawe, to zupełnie nie podzielam panującej dziś mody na wszystko co wiąże się z tradycjami Dalekiego Wschodu. Może chodzi tu podobnie jak w latach sześćdziesiątych o fascynację tym co wydaje się pociągające przez swoją ekscentryczność w odróżnieniu od tego co nas otacza i wydaje się dobrze znanym banałem. 

Dla mnie są to jednak kulturowo zdecydowanie obce i odległe tradycje, mimo że odnajduję w nich elementy dla siebie wartościowe. 

Przyznam się, że i mnie nie ominęła jednak pokusa odrzucenia tego co swojskie i szukania w odległych tradycjach. To było w ogólniaku i jeszcze na początki studiów. Wówczas to na zasadzie kontestacji wartości proponowanych przez Kościół poszukiwałam jakiejś duchowości w technikach opartych na filozofii i religiach Dalekiego Wschodu właśnie. To, co tam (w tej dziedzinie) po kilku latach poszukiwań znalazłam   to  była jednak totalna pustka. Rozczarowanie było spore, ale na szczęście Opatrzność miała w tych doświadczeniach swój plan, bo to czego szukałam tak daleko znalazłam dosłownie "za miedzą":) Niestety należę do osób które nie uwierzą dopóki same nie spróbują i same się nie oparzą dlatego mam za sobą przeróżne,nazwijmy to oryginalne doświadczenia.

Nie jestem jednak osobą zamkniętą na to, co kulturowo nawet mi obce i dlatego cieszę się np. że córka miała okazję chociażby ostatnio spotkać się w ramach zajęć szkolnych z Dalaj Lamą- duchowym przywódcą Tybetańczyków:) Pewnie ciekawe dla dzieciaków doświadczenie. 

Sama w zeszłym roku współprowadziłam "Spotkanie z kulturą Japonii", na które koleżanka zaprosiła z tłumaczką rodowitego Japończyka (przedstawiciela tutejszej Toyoty;) Facet przygotował b. ciekawą multimedialną prelekcję, a nasze dzieciaki zaskoczyły gości swoim przebraniem, gdyż cała klasa wystąpiła w koszulkach przedstawiających japońską flagę

;0. Nie obyło się jednak bez pewnego zgrzytu, który przez Gościa mógł być odebrany jako foux pas z mojej strony. Po zakończonym spotkaniu mianowicie, wyciągnęłam najpierw dłoń na pożegnanie do pani tłumaczki. Ta jednak wyraźnie zmieszana przekierowała mnie do swojego kompana. Kultura japońska nakazuje bowiem wyświadczanie tejże grzeczności mężczyźnie najpierw właśnie. Mam na ten temat jednak swoje zdanie: uważam iż to ci, którzy przyjeżdżają do innego kraju powinni się niejako dostosować do tam właśnie obowiązującej etykiety. U nas, z tego co wiem nadal w dobrym tonie jest być szarmanckim przede wszystkim w stosunku do kobiet. Ja sobie ten zwyczaj  w każdym razie wciąż b. cenię i nie zamierzam w tej kwestii zmieniać z jakiegokolwiek powodu przyzwyczajeń.

Ale mi wyszła na koniec  manifa! :)

i tym to właśnie feministycznym akcentem pora kończyć i lecieć poświętować niedzielę;) 

Dobrego dnia Wam wszystkim!

 


 .....aaa zapomniałabym:   tu jeszcze choć jednak fotka z wspomnianego spotkania:)

13:09, taniatoja
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 września 2016

Dziś mama dziewczynki, którą mam na indywidualnym nauczaniu odwołała zajęcia, więc przed szkółką zrobiło mi się jeszcze trochę czasu. Wybrałam się więc pozałatwiąć sprawunki na rynek. Żeby się tam dostać wymyśliłam podjechać sobie busem. No i wsiadłam w jak się okazało "zaczarowany autobus", Którym na rozpoczynający się dziś  Festiwal Krasnoludków podążąły właśnie owe krasnoludki, czyli poprzebierane za skrzaty przedszkolaki:))

Chyba wszystkim pasażerom udzieliła się wesołość roześmianych szkrabów. Sama normalnie radość posłuchać rozmów takiego Jasia i Małgosi :)

Aż żal było wysiadać, ale na szczęście zaraz czekała na mnie kolejna niespodzianka.

Przechodząc  przez Ostrów Tumski, jeszcze o tej porze dnia niezatłoczony (tylko jedna wycieczka na tzw. Moście miłości!) napawałam się jak zawsze przechodząc widokiem pięknych nadodrzeańskich bulwarów, a tu jeszcze słyszę piękne granie: niesamowity gitarowo skrzypcowy duet spod pomnika Nepomucena:) Ależ pięknie się niosła ta anielska muzyka! Takie spotkania z pięknem potrafią zawsze uskrzydlić.

Dwa niepozorne zdarzenia o poranku i aż chce się żyć:)

Teraz jednak zmiana nastroju, bo dotknę kwestii, która jest b. smutna.

Chodzi o rzeczywistość szkolną dzieci, które z racji bycia pod opieką Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej powinny być pod szczególnym nadzorem placówki. Sprawa poniekąd mi bliska, bo już drugi raz zdarza mi się pracować właśnie z takimi dziećmi. Zacznę od tego, że moje pierwsze spotkanie z dziewczynką na indywidualnym nauczaniu zaczęło  się od wylania przez mamę żalów pod adresem szkoły, do której dziecko jest przypisane. Z przykrością muszę przyznać, że  pretensji jak najbardziej uzasadnionych. Bo oto okazuje się, że te dzieci są dla szkoły w pewien sposób b. niewygodne. Pierwszeństwo w każdym razie mają tzw. normalne dzieci. To im szkoła właśnie w pierwszym rzędzie zapewnia to co się należy w kwestii edukacji, dzieci natomiast z orzeczeniami muszą  grzecznie "czekać w ogonku", aż wraz z rozpoczęciem roku placówka się ogarnie. Że rozpoczynający się  rok szkolny jest dla całej szkolnej kadry wielkim wyzwaniem- to sprawa oczywista. Ale czemu dzieci, które są i tak jakoś pokrzywdzone nie mogą np.zacząć normalnie tak jak ich rówieśnicy zajęć 1 września, bo okazuje się np. że  "sekretariat" dopiero się budzi, że nie ma nauczyciela, który zająłby się nauczaniem indywidualnym dziecka z taką potrzebą. Mija tydzień, czasami dwa kiedy będą mogły podjąć naukę a tu jeszcze się okazuje, że nie zostały uwzględnione w liczbie dzieci w klasie i trzeba dopiero zamawiać podręczniki! I jak tu się nie zżymać na takie traktowanie! 

Tylko w czym tkwi tak naprawdę problem? Albo mówiąc inaczej kto i gdzie nawalił? Otóż okazuje się, że nie zawsze szkoła jest winna, bo często jej działania jeśli chodzi o uczniów z orzeczeniami blokowane są przez Wydział Edukacji w Urzędzie Miasta. 

Taki przykład: w zeszłym roku szkolnym pracowałam jako pedagog specjalny opiekując się chłopcem z głębokim niedosłuchem uczęszczającym do II klasy zwyczajnej- rejonowej szkoły. Zatrudniona zostałam na mocy niejako orzeczenia wystawionego na czas edukacji wczesnoszkolnej (klasy I - III), więc wszystkim nam wydawało się, że zgoda (co roku ponawiana przez Wydział) jest zwykłą formalnością. Szkoła wystąpiła o przyznanie środków na zatrudnienie oligofrenopedagoga, a p. dyrektor pożegnał się ze mną słowami iż liczy od września na dalszą współpracę. Wydawało się więc, że mogę liczyć na etat i pracę mam w kieszenie. Nic bardziej mylnego. Kiedy zjawiłam się na Radzie 30.08 okazało się, że Wydział nie dał jeszcze odpowiedzi wobec czego umowa nie może być podpisana. W końcu po przynagleniu telefonicznym 1.09 przychodzi NEGATYWNA ODPOWIEDŹ! Czyli że nie ma dla mnie etatu. No i zaczęły się telefony dyrekcji. pani pedagog, mamy chłopca, która osobiście złożyła na decyzję w Urzędzie skargę. Te wszystkie zabiegi sprawiły, że panie z Urzędu przyznały chłopcu pomoc, ale w postaci asystenta i to na 1/2 etatu! No i po balu, bo wszyscy w szkole zdawali sobie sprawę, ze na coś takiego nie pójdę. Niestety, ale na takie warunki pracy mnie nie stać (już mi się nie chce szczegółowo pisać w czym tu leży problem) i żaden nauczyciel specjalista się raczej tego nie podejmie. Kto na tym cierpi?  oczywiście, że dziecko, które w ten oto sposób pozbawione zostało należytej opieki. Kto by się jednak w Urzędzie takimi sprawami przejmował. Pytanie jakie nawet p. dyrektor, (jak stwierdził w rozmowie ze mną) boi się głośno wypowiadać jest takie: czy oszczędzanie na dziecku z orzeczenie jest jedynym dla budżetu ratunkiem?? 

Odpowiedź pomińmy tu milczeniem. 

Normalnie ciężka porażka :( 

22:15, taniatoja
Link Komentarze (6) »
sobota, 10 września 2016

W tym roku wrzesień rozpoczął mi się dość atrakcyjnie. Oprócz etatu na innym stanowisku dostałam nauczanie indywidualne, które przyznaję jest dla mnie dużym wyzwaniem. To nie koniec jednak nowości. 

Prócz szkółki rozpoczęłam też pracę nad samą sobą w ramach niesamowitego kursu "Zacznij  Two- Żyć" realizowanego przez 12 tygodni w oparciu o cudną książkę Julii Cameron "Droga Artysty". Generalnie chodzi o uwolnienie potencjału artysty, który podobno w każdym z nas jest:) W naszym twórczym gronie spotykamy się raz w tygodniu omawiąjąc i nie tylko  (bo są to też zajęcia warsztatowe) kolejny rozdział i dzieląc się tym w jaki sposób udało nam się go przepracować- co się udało a co nie. Książka zawiera bowiem b.konkretne wskazówki i zadania na każdy tydzień. Niesamowicie inspirująca sprawa! Tylko czekać aż Tania rozwinie skrzydła i zaprosi na swój pierwszy wernisaż ;) 

Oprócz stacjonarnych spotkań wybieramy się też w plener np.na tzw. piknik z artystą albo chociażby do knajpki, czy kina. W ramach takiego właśnie wyjścia mogłam zobaczyć ostatnio "Boską Florence" z gwiazdorską obsadą Mary Streep i Hugh Granta. Normalnie sala śmiechu:) Serdecznie polecam!

Kolejną nowością, którą przyobiecałam sobie po wspomnianych tu rekolekcjach jest dołączenie do wspólnoty i realizowanie w ten sposób razem pewnej duchowej formacji. Na razie jestem po pierwszym spotkaniu, ale już nie mogę się doczekać kolejnego:) Fajna, ciekawa grupka no i znowu tygodniowe spotkania. Bardzo się na nie cieszę! 

W ramach właśnie tej drogi i jakby odkrycia ekspresji, która mi najbardziej w modlitwie pasuje wyjeżdżam w październiku na Tarnowskie Warsztaty uwielbienia tańcem. Mam już za sobą lokalne spotkanie i z chęcią wybiorę się aż do Tarnowa, tym bardziej że tam właśnie przeprowadziła się ostatnio siostra. Jest więc fajna okazja do spotkania:)

A poza tymi nowościami życie toczy się całkiem normalnie:) Starsza zdała właśnie jedyną poprawkę i jest już na drugim roku, a młodsza z zapałem zaczęła żywot licealisty:) Jestem na świeżo po pierwszym zebraniu i też cieszę się z jej wyboru. 

To tyle. Obiadek zjedzony, idę realziować "kartę stałego klienta", czyli połasuchować w dopiero co otworzonej koło mnie lodziarni:)

Dobrego weekendu dla Was wszystkich! U nas dziś prawdziwe lato- 30 stopni!

15:56, taniatoja
Link Komentarze (11) »
sobota, 27 sierpnia 2016

Tydzień temu wróciłam z Beskidu Śląskiego, gdzie byłam po raz pierwszy i w końcu mogłam nacieszyć oczy widokiem malowniczych  gór:) Udało mi się trochę pojeździć, trochę pochodzić (zdobyć kilka szczytów), choć nie był to typowo turystyczny wyjazd. W Bystrej krakowskiej byłam bowiem na rekolekcjach, choć nie jako zwykły uczestnik, ale bardziej pracownik;) 

17 rodzin, dosłownie z całej Polski przyjechało tam, aby doładować duchowe akumulatory, a ja miałam za zadanie w szczególny sposób (w czasie licznych spotkań i wykładów) zajmować się ich pociechami.

Prawda, że ładna fucha mi się trafiła i to na dwa tygodnie??;) 

W sumie jednak jestem b. zadowolona, bo nie dość, że poznałam nowe miejsca i b.ciekawych ludzi, to jeszcze sama duchowo skorzystałam. P. Bóg  lubi jednak ludzi zaskakiwać!

Jednym z owoców tego wyjazdu jest powrót do zainteresowań religijną literaturą, której przyznaję, b. dawno już nie czytałam. Kiedyś w okresie studiów przeżywałam fascynację mistyką chrześcijańską i zaczytywałam się Ojcami Pustyni, który duchowość bardzo mi odpowiadała), T. Mertonem, A. Grunem i teraz z ogromnym zaciekawieniem wracam do tych i innych lektur.

Przeżywam też na nowo fascynację czeskim teologiem, filozofem  i psychologiem (prywatnie przyjacielem z lat opozycji prezydenta  Havla) Tomasem Halikiem, pod którego wieloma myślami dotyczącymi Kościoła mogłaby się spokojnie podpisać.

 

Tak jest z książką, którą obecnie czytam: "Cierpliwość wobec Boga", której podtytuł "spotkanie wiary z niewiarą", moim zdaniem  o wiele lepiej wyraża o czym tak naprawdę ona traktuje. I pewnie miał rację wydawca, czyli Znak informując czytelnika już na okładce, że jest to "najlepsza książka teologiczna w Europie" Na pewno nie należę do ekspertów w tej dziedzinie, ale niewątpliwie dawno nie czytałam, że tak powiem z tej branży, czegoś tak świeżego, trafnego, a jednocześnie  głębokiego i prawdziwego. Naprawdę jestem pod wrażeniem i chapeau bas dla autora!

Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć obszerny cytat jednego z rozdziałów, ponieważ własnymi słowami nijak nie potrafiłabym lepiej wrazić tego co myślę na temat rzeczywistości Kościoła, niż zrobił to sam T. Halik.

"Kilkakrotnie zwracałem uwagę na to, że tego co stanowi przedmiot dzisiejszych sporów wewnątrz religijnych, nie uważam za zbyt ważne i że absolutnie nie irytuje mnie gdy Zacheusze (czyli grzesznicy i ci wątpiący-  moje wyjaśnienie) zachowują wobec tych aspektów K- ła dystans; nie niepokoi mnie też jeśli mają nieco" luźniejszy stosunek" do instytucjonalnej postaci Kościoła.Wcale to jednak nie znaczy, by moim ideałem było jakieś pozakościelne chrześcijaństwo"- nierealne, niekonkretne, nie-wcielone w historię i w społeczeństwo, czy nawet jakaś mglista, ezoteryczna religijność w stylu New Age.

Czuję odpowiedzialność zarówno za Zacheuszów jak i za społeczeństwo, w którym Kościół i Zacheusze żyją-i to w jednakowej mierze. Zależy mi na tym, aby "indywidualistycznych poszukiwaczy" w stylu Zacheusza nikt nie dostosowywał do swoich wyobrażeń o standardowym wiernym, ani nie wyganiał ich z przestrzeni k- ła, aby im po prostu zostawił całkowitą swobodę,by by sami określili swą bliskość lub oddanie względem widzialnej postaci kościelnego chrześcijaństwa. 

I dalej:

"Obawiam się, że wielu księży - przynajmniej w naszej ojczyźnie-nauczyło się określonej techniki, czy technik, jak ze zwolenników, czy sympatyków wyhodować szeregowych członków k- ła i uważa za swoją porażkę, jeśli żadna z owych technik nie zadziała....Trzeba nauczyć się tworzyć przestrzeń dla Zacheuszów, także dla tych,  z których nigdy nie będą "standardowi parafianie",albo przynajmniej nauczyć się szanować przestrzeń, która oni sami tworzą (!).

Tak, Zacheusze zazwyczaj.....zajmują miejsca na obrzeżach widzialnego K- ła, ale właśnie te obrzeża są ogromnie ważne! Bez nich bowiem k-ł nie byłby kościołem, ale sektą. Jedną z zasadniczych różnic między tymi dwoma rzeczywistościami jest to, że kościół nie ogranicza się do swojego "twardego rdzenia"złożonego ze swych wyrazistych członków lub w takim typie swych członków widzi ideał. Potrzebuje także trochę bardziej elastycznego ciała.

I na koniec:

"Kiedy obserwuję niektórych katolików jak chcieliby dyscyplinować pluralizm kościoła wedle swojej, często osobliwej koncepcji katolicyzmu, jest mi smutno, że ci, "których pożera gorliwość o dom Pański", nie uświadamiają sobie, że stają się właśnie zamachowcami, zagrażającymi jednej z najbardziej witalnych funkcji kościoła, jego powszechności, która powinna być przecież ideałem wszystkich kościołów chrześcijańskich" 

Święte słowa! Dlatego i ja mam dystans i obawy co do tych gorliwych katolików, którzy próbują manipulować Bogiem wciskając Go w pewien schemat, a całą resztę inaczej myślących uznają za gorszych od siebie,czy wręcz odrzuconych niby prze samego Boga. Przed takimi aktywistami  w wierze przypisującymi sobie monopol na prawdę i ocenianie innych ludzi uchowaj nas Boże! 

Mam pewną zasadę, którą na swój własny użytek od lat staram się stosować wobec siebie, księży i innych wierzących:  najpierw bądź po prostu dobrym- porządnym człowiekiem, potem dobrym chrześcijaninem a później możesz iść dopiero do wspólnot i z pokorą próbować wskazywać drogę innym. Ale zawsze w tej kolejności, a nigdy odwrotnie! Efekt bowiem może być potem taki, że (prócz wielu wspaniałych) mamy też tych księży.co to gardząc grzesznymi owieczkami "wiążą im na szyi ciężary , których sami tknąć palcem nie chcą" albo tych liderów wspólnot, którzy uważają się niemal za żywcem wziętych w poczet panteonu świętych podczas, gdy ważny jest dla nich jedynie współbrat ze wspólnoty,a  inni ludkowie,np. sąsiedzi, współpracownicy, mogliby nie istnieć.  Przykra rzeczywistość wielu wspólnot.

To, co mówię, mówię z pozycji  Zacheusza (dostrzeżonego w końcu przez Jezusa i świadomie podąrzającego za Nim) wciąż mało jednak ufnego wobec ludzi z"rdzenia Kościoła". Dlatego też  doskonale rozumiem Halika, który mówi o potrzebie otwartości na innych, także tych poszukujących,czy wątpiących. 

Warto się zastanowić chociażby nad tym co mówi nam dzisiaj doświadczenie św.Teresy z Lisieux, która choć dzisiaj czczona jako wielka mistyczka i doktor kościoła miała przecież doświadczenie nocy wiary,"siedzenia jakby z niewierzącymi przy jednym stole"i paradoksalnie  "w tej niewierze" znalazła żywego,wciąż poszukującego człowieka Boga! 

I rację ma Halik pisząc, że każdy kto chce nieść innym Boga powinien dla zasady nieść także jakby przed sobą afisz:" Uwaga tajemnica!", żeby czasami nie wbić się w jakiś tryumfalizm (pychę), co to wszystko już wie, umie sobie samemu odpowiedzieć na wszelkie pytania i samego Pana Boga zdaje się łapać za piętę. 

Już nie zdążę rozwinąć tego wątku, ale "Cierpliwość wobec Pana Boga" warto również przeczytać ze względu na przemyślenia autora odnośnie stosunki chrześcijaństwa do świeckich tradycji Europy, a także wojującego Islamu. Myśli naprawdę godne przynajmniej zastanowienia. 

Gorąco polecam! 

...i jeszcze wakacyjnie Was wszystkich pozdrawiam:))

 


14:29, taniatoja
Link Komentarze (11) »
sobota, 30 lipca 2016

 

No to na początek jeszcze trochę wspomnień z gór, po których wędrowałyśmy ze Starszą w ostatnim czasie.

Takie widoczki miałyśmy wędrując z Łabskiego Szczytu szlakiem przyjaźni do Strzechy Akademickiej. W górze dobrze widoczna była też Śnieżka, ale fotkę tu ścięło.

 

A tu jeszcze po wizycie w schronisku pod Łabskim właśnie szczytem. 

 

a taki widoczek miałyśmy z malowniczego szlaku  pod reglami (idąc na szczyt do Śnieżnych Kotłów z Odrodzenia)

 

tu pod Słonecznikami

 

...i idziemy wciąż dalej, przede mną  Śnieżka

 

No a takie szybko przemieszczające się chmury (fantastyczny widok!) dogniły nas przed samą Strzechą

 

No i znowu jestem w domu odpoczywając przed kolejnym już dłuższym wyjazdem:)


Dziś przyjeżdża na kilka dni siostra, by zobaczyć z nami, a zwłaszcza z Młodszą, która już jutro wraca z ŚDM. Na pewno przyjedzie pełna wrażeń i już wszyscy nie możemy się doczekać jej opowieści:)

Przed prawie dwoma  tygodniami uczestniczyłam w paru wydarzeniach w naszym mieście (w ramach Diecezjalnych  ŚDM) i powiem że atmosfera tych spotkać, chociażby w trakcje Singing Europe,czy Mercy Festów, gdzie spotkać można było młodych np. z Seulu, Nowej Kaledonii, Karaibów, była naprawdę cudna! 

Najwięcej jednak ściągnęło do Wrocławia Hiszpanów i Włochów ,którzy nawet w środkach komunikacji potrafią wykreować radosny, pełen żywiołu klimat:) Dobrze było posłuchać tylu ludzi opowiadających o swojej kulturze nie tylko słowem, ale także poprzez śpiew i taniec. Bardzo ciekaw i dobrze od strony organizacyjnej przygotowane wydarzenia!

Uczestnicząc w tych spotkaniach przypominałam sobie swoje wyprawy, na podobne jak ta imprezy, choć my razem ze znajomymi  ze studiów jeździliśmy raczej do innych krajów w ramach spotkań z Taize. Niezapomniane chwile, spotkania a z ciekawymi ludźmi, które na zawsze pozostają w pamięci!

1991 r. miałam okazję być jednak na ŚDM w Częstochowie, gdzie spotkałam przyjaciół w Włoch:) Jak znajdę fotki to zeskanuję i wstawię; ciekawe czy mnie poznacie;)

O i jeszcze wstawię filmiki z bawiącymi się Panamczykami- to była fiesta:))

No, wystarczy tych opowieści, bo obiad mi się przypali;)

Poza tym muszę w końcu zabrać się za konspekty zajęć, które będę prowadziła już niedługo wyjazdowo z dzieciakami.

....ale o tym opowiem już po powrocie:)

Miejcie się dobrze i wypoczywajcie na urlopach!

15:21, taniatoja
Link Komentarze (8) »
piątek, 15 lipca 2016

Od wczoraj nie mamy prądu.

Akurat zdążyłam zrobić pranie, poprasować i....ciach! No dobra- pożyjemy trochę zgodnie z rytmem natury :-)

Komórki (z wyjątkiem mojej ) padły, laptop też- przynajmniej cisza spokój. Pożytek taki, że córcia zamiast siedzieć z nosem w smartfonie w końcu pograła na flecie, a nawet pośpiewała przed czekającym ją występem.

..no i rozegrała z mamą partyjkę szachów:) Trochę poćwiczyłyśmy sobie też opowiastki po angielsku o Ostrowiu Tumskim, gdyż memu dziecięciu przypadła rola oprowadzania po tym miejscu młodzieży z zagramanicy;) w ramach Wrocławskich ŚDM oczywiście.

Jedna córcia wymyśliła sobie "świętą" rozrywkę, a druga szaleje właśnie na imprezce niekoniecznie cieszącej się dobrą sławą, czyli na Woodstocku:) Najbardziej martwi mnie fatalna pogoda, ale co tam: młodzież nawet jak namiot się podtapia i trzeba brodzić w błocku i tak potrafi się świetnie bawić. Mam nadzieję tylko, że dziecko zabrało jakieś ciepłe rzeczy po na upalną pogodę do niedzieli się nie zanosi.

Ja natomiast odliczam dni do kolejnego wypadu w górki. Najpierw tym razem ze Starszą właśnie jedziemy na kilka dni w Karkonosze, a potem już na dłużej ze znajomymi w Beskidy. Co prawda nie będzie to tylko rekreacja, ale szczegółów nie będę na razie zdradzać;)

Może w sierpniu będzie chociaż lepsza aura, bo to, co się ostatnio wyprawia z lekka może przerazić. Co innego zresztą jak się bezpiecznie siedzi w czterech ścianach, a co innego gdy się (jak właśnie moi znajomi) płynie z dziećmi przez całą Polskę na kajakach, albo (jak nasza tu wspólna koleżanka) wędruje po górach z plecakiem zaliczając schroniska. W takich warunkach przeżyć ulewy i wichury- to jest dopiero hardcor!

Może być jednak jeszcze gorzej, o czym przekonałam się z rana oglądając (po porannej wizycie w UP) u ojca wiadomości.

Nawet teraz mam przed oczyma straszne widoki tragedii jaka się rozegrała  w Nicei:( Może dobrze, że chwilowo jestem odcięta, bo normalnie strach się bać co to się na tym świecie wyprawia!

No cóż, trzeba oszczędzać baterię, więc pora kończyć pisanie.Póki jasno można jeszcze poczytać....a wieczorem pewnie wybiorę się na pobliskie warsztaty

...i mam nadzieję, że po powrocie zastanę w domu "jasność":)


15:48, taniatoja
Link Komentarze (8) »
niedziela, 03 lipca 2016

Zaledwie kilka dni w górach a akumulatory naładowane :)

Co prawda na początku nie było łatwo, co córunia nie omieszkała uwiecznić;)

tu na postoju padnięta mamusia

 

, ale z każdym dniem było lepiej:)

Pogoda była piękna, więc można się było i poopalać

 

 

i popodziwiać cudne widoczki

...lecz niestety ich nie zobaczycie, bo coś jak widać dzieje się z edytorem. 

To, co dawniej nie było żadnym problem teraz dziwne- jest nieosiągalne! Wielkość czcionki też fiksuje: chcę powiększyć- nic z tego.

Nie wiem co się tu od jakiegoś czasu wyprawia, ale zaczynam mieć dość. Szkoda mi czasu na przepraszam za słowo, pieprzenie się z kilkoma zdaniami, więc na razie mówię: do zobaczenia.

A swoją drogą- Wy też macie, a może mieliście problemy z edycją?


Jutro zaczynam półkolonie;

ratuj się kto może :)

No nic, mam nadzieję, ze będzie dobrze i te pięć dni minie jak z bicza strzelił.

 

 

 

21:40, taniatoja
Link Komentarze (8) »
sobota, 25 czerwca 2016

No i po uśmiechu w temacie chyba już wiecie o czym będę pisać;)

Tak, tak- WAKACJE ROZPOCZĘTĘ ! :D

W ciągu ostatnich  dwóch dni zaliczyłam aż trzy zakończenia roku: wczoraj u siebie, po południu u córki w Szkole Muzycznej, a dzień wcześniej udało mi się być też u niej na zakończeniu gimnazjum. Cudowna, kolejna uroczystość, jakiej w żadnej innej szkole jeszcze nie widziałam. Oprócz normalnych w takiej sytuacji wzruszeń uśmialiśmy się też z rodzicami do łez oglądając filmik jaki nasze pociechy same nakręciły o trzech latach pobytu w szkółce :)

No a jeśli chodzi o mnie to dziś już prawie jestem pewna, że zostaję w miejscu, w którym obecnie pracuję:)

Przedwczoraj koleżanka, z którą prowadzę klasę uradziła z p. psycholog, że trzeba mnie wesprzeć w staraniach o przedłużenie umowy i udały się do wice i głównego szefa, by porozmawiać o mnie. No i wczoraj spotykam na korytarzu pana dyrektora, który z uśmiechem od ucha do ucha oświadcza mi iż ma nadzieję, że od września dalej współpracujemy.

Specyfika oligofrenopedagoga jest jednak taka, że szkoła musi wystąpić do gminy o dodatkowy etat i środki dla tegoż nauczyciela. Jest jednak aktualne orzeczenie z PP i wniosek od mamy (chłopca będącego pod moją opieką), która też nie wspiera, więc wszystko powinno być okey.

Powiem Wam, że po ostatnim roku,  mam w sercu pokój i głęboką wdzięczność, bo po ostatnim trudnym wydarzeniu znów wylądowałam w miejscu gdzie panuje świetna atmosfera i czuję się otoczona prawdziwą serdecznością. Czyli dokładnie jest tak jak również tu od Was usłyszałam: jeśli Opatrzność takie rzeczy dopuszcza, to po to, żeby wyrwać z czegoś, co nie jest dla człowieka dobre dobre i dać w zamian coś o wiele lepszego!

W tym kontekście tym bardziej postrzegam pracę w placówce, z którą się sądziłam jako trudną, acz b. ważną dla mnie lekcję. Na razie zaowocowało to tym, że nawet nie chcę myśleć o szkole prywatnej. Nie dość, ze pracujesz człowieku po osiem godzin dziennie, bez dodatków należących się z Karty, to jeszcze wystawiona jesteś na fochy pani z zarządu, która właściwie robi sobie co zechce. I taki szczegół:

Teraz przez końcem roku składa się ( w państwowej szkółce) podania do komisji socjalnej o tzw.zapomogę wakacyjną i świadczenia pracownicze. Ponieważ pracuję od trzech miesięcy nawet by i do głowy nie przyszło składać odpowiedniego wniosku,ale namówiona przez koleżanki w końcu złożyłam...i co? Ku ogromnemu mojemu zaskoczeniu dostałam całkiem spore"wakacje pod gruszą" i oczywiście proporcjonalne do czasu pracy świadczenie.

U prywaciarza nie dostałabym natomiast nic, bo tam musiałam nawet wynając znowu prawnika, żeby uzyskać w końcu zasądzoną na mocy ugody (!) kwotę. Na szczęście dokładnie przewidziałam taki ruch ze strony "biało czarnego duetu" i jeśli zwlekając z zapłatą panie chciały mnie narazić na dodatkowe koszty głęboko się pomyliły:)

Cwaniactwo naprawdę jednak nie popłaca, o czym już niebawem, panie przekonają się tym razem dzięki rodzicom. Antyreklama ma jednak dużą moc-  i dobrze!

To tyle jeśli chodzi o tematy szkolne.

Za dwie godziny wychodzimy do taty, coby razem pokibicować Naszym:) 

Zestaw kibica już się chłodzi, więc oby do tej 15 ;)

No a poza tym dziś we Wrocku mamy wspaniały koncert, na który niestety nie mam biletów, ale zamierzam w dostępny mi sposób skorzystać. Pink Floyd to przecież moja młodość, choć Dawida Gilmoura (byłego gitarzystę i wokalistę) nawet dziś dobrze się słucha. Dziś ten siedemdziesięcioletni gwiazdor wystąpi u nas z 30 osobową orkiestrą Preisnera i Leszkiem Możdżerem.

Z tej okazji przypomniałam sobie "złote przeboje" legendarnego dziś już zespołu i Was w taką podróż do przeszłości też niniejszym zapraszam:)


 

i jak- czujecie ten klimat?:)

Do takiej muzyki na pewno warto powracać!

13:22, taniatoja
Link Komentarze (9) »
niedziela, 19 czerwca 2016

No i już w piątek wróciło nasze dziecię:)

Tydzień minął jak z bicza strzelił, nawet się człowiek nie nacieszył wolnością;)

Na szczęście wycieczka udana, Wiedeń się spodobał, także wieczór minął nam pod znakiem opowieści zwłaszcza o historii bawarskiej księżniczki Elżbiety, znanej jako Sissi:)

Jakoś ta historia korespondowała mi z ostatnio przeczytanymi lekturami zwłaszcza z "Anną Kareniną" i "Pride and Prejudice", gdzie również bohaterki były poważanymi w środowisku arystokratkami. Oczywiście angielska wersja Kareniny, którą przeczytałam nie była tak obszerna jak dwutomowy oryginał Tołstoja, ale wystarczyło, by emocje związane z tą powieścią odżyły, także nabrałam ochotę, by przypomnieć sobie jej ekranizację. Na razie jednak udało mi się znaleźć film z 2012 roku i przyznam się że  nie przypadł mi za b. do gustu (szczególnie aktor grający hr. Wrońskiego). Chyba kiedyś oglądałam lepszą (starszą ) wersję, ale tej nie udało mi się teraz jeszcze odszukać. 

Dziś natomiast już zupełnie inne klimaty.

Rano pobiegłam do Dominikanów, by zanieść zbierane przez cały rok eleganckie "fanty" na tamtejszy kiermasz, który bracia co roku organizują by wesprzeć Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci. Warto wspierać takie inicjatywy dlatego zawsze staram się być tam jakoś obecna, wspierając poprzez swoje cegiełki lub kupując na niedzielny deser ciasta z tamtejszej kawiarenki:)

Z Fundacją  spotkam się zresztą jeszcze w najbliższy wtorek, bo wybieram się na organizowany przez nią marsz Pola Nadziei, do którego zostały zaproszone szkoły wspierające Hospicjum. Jako, że zaraz właściwie po rozpoczęciu pracy w obecnej placówce zgłosiłam nas do akcji Nakrętkowo zostaliśmy też  zaproszeni tego samego dnia na festyn. Zapowiada się więc na koniec roku szkolnego ciekawa atrakcja.

A dziś wieczorem wybieram się na Dogrywkę z Europejskiej Nocy Literatury. Tym razem odbędzie się ona w plenerze, a czytać będą takie gwiazdy, jak Figura, Baka, Foremniak, Więckiewicz, czy Janda ze Stuhrem. Mam nadzieję, ze pogoda dopisze, choć ostatnio lubi płatać nam figle. Co prawda na żadną nawałnicę się nie zapowiada, ale miło by było, żeby dziś jednak i deszcz nas oszczędził:)

A teraz jeszcze chwila poobiedniego relaksu z książką, a potem wcinamy dominikańskie ciasto:)





15:00, taniatoja
Link Komentarze (7) »
sobota, 11 czerwca 2016

Atrakcje najbliższych dni zapewnia nam młodsza córunia. Zaczęło się już wczoraj przepiękną naprawdę uroczystością bierzmowania w kameralnym klasowo/szkolnym gronie. Dziś dzieciaki mają bal na zakończenie gimnazjum (jako, że jestem w gronie organizatorek idę z innymi mamami dużo wcześniej wszystko przygotować), a w poniedziałek dziewczyny jadą do Wiednia. Tym to się powodzi:)

No i tak to. Ostaniemy się na tydzień sami:( 

A w zeszłym tygodniu byłam ze szkolną dziatwą na cudownym filmie "Bella i Sebastian II"w ramach Akademii Filmowej. Jeszcze przed seansem panie  z dwoma pieskami trenowanymi do dogoterapii zapewniły nam niezłą rozrywkę swoją multimedialną prelekcją o szkoleniu tychże piesków. Potem dzieciaki zostały na scenie ustawione w ogonek i każdy mógł pieski nakarmić i pogłaskać:) Nikt tylko nie przewidział jednego, że nie będzie czasu, żeby przed filmem dzieciaki umyły oblizane łapki, którymi następnie wcinały popcorn! No, ale to przecież taki nieistotny szczegół;) Wszyscy wcinali aż miło:D

Nasze dzieciaki jako jedyne miały popcorn przygotowany w domu i dzięki temu na spotkanie z pieskami (jak pozostałe klasy) się nie spóźniły, za to po kinie zabrane zostały na lody:)

Aaaa ... zapomniałabym: dziś zaraz po balu wybieramy się na plenerowe mega widowisko na Ostrowiu Tumskim. Wczoraj wracając z uroczystości mieliśmy okazję oglądać próbę orkiestry ( szczerze mówiąc to co zaprezentowała nas nie zachwyciło), ale stwierdziłam, że trzeba Chrisowi Baldwinowi( twórcy nieudanego Pochody Czterech Duchów) dać drugą szansę, więc na tą imprezkę się wybieramy.

I to by było na  tyle. 

Miłego Wam wszystkim weekendu!

STOP! Wróć:D

jeszcze miał być dowcip/ zagadka, który "sprzedał mi " w drodze do kina chłopczyk z II klasy. No więc pyta:

"Czy mrówki, czy pszczoły są bardziej pracowite?" Pani się zastanawia, ale nie ma za wiele czasu, bo dzieciakowi spieszno podać rozwiązanie. "Oczywiście, że mrówki- wykrzykuje, bo te nie musza tracić czasu na "bzykanie"

Hhmmm,  aha...no tak ;)) Cóż- wygadane mamy dzieciaki:D

No i jeszcze jedna zagada. Pewnie nie wiecie co znaczy skrót BMW, otóż oznacza on ni mniej ni więcej tylko: " będziesz miał wypadek".

Prawda, że to akurat oczywiste?:)

08:21, taniatoja
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66