RSS
sobota, 27 sierpnia 2016

Tydzień temu wróciłam z Beskidu Śląskiego, gdzie byłam po raz pierwszy i w końcu mogłam nacieszyć oczy widokiem malowniczych  gór:) Udało mi się trochę pojeździć, trochę pochodzić (zdobyć kilka szczytów), choć nie był to typowo turystyczny wyjazd. W Bystrej krakowskiej byłam bowiem na rekolekcjach, choć nie jako zwykły uczestnik, ale bardziej pracownik;) 

17 rodzin, dosłownie z całej Polski przyjechało tam, aby doładować duchowe akumulatory, a ja miałam za zadanie w szczególny sposób (w czasie licznych spotkań i wykładów) zajmować się ich pociechami.

Prawda, że ładna fucha mi się trafiła i to na dwa tygodnie??;) 

W sumie jednak jestem b. zadowolona, bo nie dość, że poznałam nowe miejsca i b.ciekawych ludzi, to jeszcze sama duchowo skorzystałam. P. Bóg  lubi jednak ludzi zaskakiwać!

Jednym z owoców tego wyjazdu jest powrót do zainteresowań religijną literaturą, której przyznaję, b. dawno już nie czytałam. Kiedyś w okresie studiów przeżywałam fascynację mistyką chrześcijańską i zaczytywałam się Ojcami Pustyni, który duchowość bardzo mi odpowiadała), T. Mertonem, A. Grunem i teraz z ogromnym zaciekawieniem wracam do tych i innych lektur.

Przeżywam też na nowo fascynację czeskim teologiem, filozofem  i psychologiem (prywatnie przyjacielem z lat opozycji prezydenta  Havla) Tomasem Halikiem, pod którego wieloma myślami dotyczącymi Kościoła mogłaby się spokojnie podpisać.

 

Tak jest z książką, którą obecnie czytam: "Cierpliwość wobec Boga", której podtytuł "spotkanie wiary z niewiarą", moim zdaniem  o wiele lepiej wyraża o czym tak naprawdę ona traktuje. I pewnie miał rację wydawca, czyli Znak informując czytelnika już na okładce, że jest to "najlepsza książka teologiczna w Europie" Na pewno nie należę do ekspertów w tej dziedzinie, ale niewątpliwie dawno nie czytałam, że tak powiem z tej branży, czegoś tak świeżego, trafnego, a jednocześnie  głębokiego i prawdziwego. Naprawdę jestem pod wrażeniem i chapeau bas dla autora!

Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć obszerny cytat jednego z rozdziałów, ponieważ własnymi słowami nijak nie potrafiłabym lepiej wrazić tego co myślę na temat rzeczywistości Kościoła, niż zrobił to sam T. Halik.

"Kilkakrotnie zwracałem uwagę na to, że tego co stanowi przedmiot dzisiejszych sporów wewnątrz religijnych, nie uważam za zbyt ważne i że absolutnie nie irytuje mnie gdy Zacheusze (czyli grzesznicy i ci wątpiący-  moje wyjaśnienie) zachowują wobec tych aspektów K- ła dystans; nie niepokoi mnie też jeśli mają nieco" luźniejszy stosunek" do instytucjonalnej postaci Kościoła.Wcale to jednak nie znaczy, by moim ideałem było jakieś pozakościelne chrześcijaństwo"- nierealne, niekonkretne, nie-wcielone w historię i w społeczeństwo, czy nawet jakaś mglista, ezoteryczna religijność w stylu New Age.

Czuję odpowiedzialność zarówno za Zacheuszów jak i za społeczeństwo, w którym Kościół i Zacheusze żyją-i to w jednakowej mierze. Zależy mi na tym, aby "indywidualistycznych poszukiwaczy" w stylu Zacheusza nikt nie dostosowywał do swoich wyobrażeń o standardowym wiernym, ani nie wyganiał ich z przestrzeni k- ła, aby im po prostu zostawił całkowitą swobodę,by by sami określili swą bliskość lub oddanie względem widzialnej postaci kościelnego chrześcijaństwa. 

I dalej:

"Obawiam się, że wielu księży - przynajmniej w naszej ojczyźnie-nauczyło się określonej techniki, czy technik, jak ze zwolenników, czy sympatyków wyhodować szeregowych członków k- ła i uważa za swoją porażkę, jeśli żadna z owych technik nie zadziała....Trzeba nauczyć się tworzyć przestrzeń dla Zacheuszów, także dla tych,  z których nigdy nie będą "standardowi parafianie",albo przynajmniej nauczyć się szanować przestrzeń, która oni sami tworzą (!).

Tak, Zacheusze zazwyczaj.....zajmują miejsca na obrzeżach widzialnego K- ła, ale właśnie te obrzeża są ogromnie ważne! Bez nich bowiem k-ł nie byłby kościołem, ale sektą. Jedną z zasadniczych różnic między tymi dwoma rzeczywistościami jest to, że kościół nie ogranicza się do swojego "twardego rdzenia"złożonego ze swych wyrazistych członków lub w takim typie swych członków widzi ideał. Potrzebuje także trochę bardziej elastycznego ciała.

I na koniec:

"Kiedy obserwuję niektórych katolików jak chcieliby dyscyplinować pluralizm kościoła wedle swojej, często osobliwej koncepcji katolicyzmu, jest mi smutno, że ci, "których pożera gorliwość o dom Pański", nie uświadamiają sobie, że stają się właśnie zamachowcami, zagrażającymi jednej z najbardziej witalnych funkcji kościoła, jego powszechności, która powinna być przecież ideałem wszystkich kościołów chrześcijańskich" 

Święte słowa! Dlatego i ja mam dystans i obawy co do tych gorliwych katolików, którzy próbują manipulować Bogiem wciskając Go w pewien schemat, a całą resztę inaczej myślących uznają za gorszych od siebie,czy wręcz odrzuconych niby prze samego Boga. Przed takimi aktywistami  w wierze przypisującymi sobie monopol na prawdę i ocenianie innych ludzi uchowaj nas Boże! 

Mam pewną zasadę, którą na swój własny użytek od lat staram się stosować wobec siebie, księży i innych wierzących:  najpierw bądź po prostu dobrym- porządnym człowiekiem, potem dobrym chrześcijaninem a później możesz iść dopiero do wspólnot i z pokorą próbować wskazywać drogę innym. Ale zawsze w tej kolejności, a nigdy odwrotnie! Efekt bowiem może być potem taki, że (prócz wielu wspaniałych) mamy też tych księży.co to gardząc grzesznymi owieczkami "wiążą im na szyi ciężary , których sami tknąć palcem nie chcą" albo tych liderów wspólnot, którzy uważają się niemal za żywcem wziętych w poczet panteonu świętych podczas, gdy ważny jest dla nich jedynie współbrat ze wspólnoty,a  inni ludkowie,np. sąsiedzi, współpracownicy, mogliby nie istnieć.  Przykra rzeczywistość wielu wspólnot.

To, co mówię, mówię z pozycji  Zacheusza (dostrzeżonego w końcu przez Jezusa i świadomie podąrzającego za Nim) wciąż mało jednak ufnego wobec ludzi z"rdzenia Kościoła". Dlatego też  doskonale rozumiem Halika, który mówi o potrzebie otwartości na innych, także tych poszukujących,czy wątpiących. 

Warto się zastanowić chociażby nad tym co mówi nam dzisiaj doświadczenie św.Teresy z Lisieux, która choć dzisiaj czczona jako wielka mistyczka i doktor kościoła miała przecież doświadczenie nocy wiary,"siedzenia jakby z niewierzącymi przy jednym stole"i paradoksalnie  "w tej niewierze" znalazła żywego,wciąż poszukującego człowieka Boga! 

I rację ma Halik pisząc, że każdy kto chce nieść innym Boga powinien dla zasady nieść także jakby przed sobą afisz:" Uwaga tajemnica!", żeby czasami nie wbić się w jakiś tryumfalizm (pychę), co to wszystko już wie, umie sobie samemu odpowiedzieć na wszelkie pytania i samego Pana Boga zdaje się łapać za piętę. 

Już nie zdążę rozwinąć tego wątku, ale "Cierpliwość wobec Pana Boga" warto również przeczytać ze względu na przemyślenia autora odnośnie stosunki chrześcijaństwa do świeckich tradycji Europy, a także wojującego Islamu. Myśli naprawdę godne przynajmniej zastanowienia. 

Gorąco polecam! 

...i jeszcze wakacyjnie Was wszystkich pozdrawiam:))

 


14:29, taniatoja
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 lipca 2016

 

No to na początek jeszcze trochę wspomnień z gór, po których wędrowałyśmy ze Starszą w ostatnim czasie.

Takie widoczki miałyśmy wędrując z Łabskiego Szczytu szlakiem przyjaźni do Strzechy Akademickiej. W górze dobrze widoczna była też Śnieżka, ale fotkę tu ścięło.

 

A tu jeszcze po wizycie w schronisku pod Łabskim właśnie szczytem. 

 

a taki widoczek miałyśmy z malowniczego szlaku  pod reglami (idąc na szczyt do Śnieżnych Kotłów z Odrodzenia)

 

tu pod Słonecznikami

 

...i idziemy wciąż dalej, przede mną  Śnieżka

 

No a takie szybko przemieszczające się chmury (fantastyczny widok!) dogniły nas przed samą Strzechą

 

No i znowu jestem w domu odpoczywając przed kolejnym już dłuższym wyjazdem:)


Dziś przyjeżdża na kilka dni siostra, by zobaczyć z nami, a zwłaszcza z Młodszą, która już jutro wraca z ŚDM. Na pewno przyjedzie pełna wrażeń i już wszyscy nie możemy się doczekać jej opowieści:)

Przed prawie dwoma  tygodniami uczestniczyłam w paru wydarzeniach w naszym mieście (w ramach Diecezjalnych  ŚDM) i powiem że atmosfera tych spotkać, chociażby w trakcje Singing Europe,czy Mercy Festów, gdzie spotkać można było młodych np. z Seulu, Nowej Kaledonii, Karaibów, była naprawdę cudna! 

Najwięcej jednak ściągnęło do Wrocławia Hiszpanów i Włochów ,którzy nawet w środkach komunikacji potrafią wykreować radosny, pełen żywiołu klimat:) Dobrze było posłuchać tylu ludzi opowiadających o swojej kulturze nie tylko słowem, ale także poprzez śpiew i taniec. Bardzo ciekaw i dobrze od strony organizacyjnej przygotowane wydarzenia!

Uczestnicząc w tych spotkaniach przypominałam sobie swoje wyprawy, na podobne jak ta imprezy, choć my razem ze znajomymi  ze studiów jeździliśmy raczej do innych krajów w ramach spotkań z Taize. Niezapomniane chwile, spotkania a z ciekawymi ludźmi, które na zawsze pozostają w pamięci!

1991 r. miałam okazję być jednak na ŚDM w Częstochowie, gdzie spotkałam przyjaciół w Włoch:) Jak znajdę fotki to zeskanuję i wstawię; ciekawe czy mnie poznacie;)

O i jeszcze wstawię filmiki z bawiącymi się Panamczykami- to była fiesta:))

No, wystarczy tych opowieści, bo obiad mi się przypali;)

Poza tym muszę w końcu zabrać się za konspekty zajęć, które będę prowadziła już niedługo wyjazdowo z dzieciakami.

....ale o tym opowiem już po powrocie:)

Miejcie się dobrze i wypoczywajcie na urlopach!

15:21, taniatoja
Link Komentarze (8) »
piątek, 15 lipca 2016

Od wczoraj nie mamy prądu.

Akurat zdążyłam zrobić pranie, poprasować i....ciach! No dobra- pożyjemy trochę zgodnie z rytmem natury :-)

Komórki (z wyjątkiem mojej ) padły, laptop też- przynajmniej cisza spokój. Pożytek taki, że córcia zamiast siedzieć z nosem w smartfonie w końcu pograła na flecie, a nawet pośpiewała przed czekającym ją występem.

..no i rozegrała z mamą partyjkę szachów:) Trochę poćwiczyłyśmy sobie też opowiastki po angielsku o Ostrowiu Tumskim, gdyż memu dziecięciu przypadła rola oprowadzania po tym miejscu młodzieży z zagramanicy;) w ramach Wrocławskich ŚDM oczywiście.

Jedna córcia wymyśliła sobie "świętą" rozrywkę, a druga szaleje właśnie na imprezce niekoniecznie cieszącej się dobrą sławą, czyli na Woodstocku:) Najbardziej martwi mnie fatalna pogoda, ale co tam: młodzież nawet jak namiot się podtapia i trzeba brodzić w błocku i tak potrafi się świetnie bawić. Mam nadzieję tylko, że dziecko zabrało jakieś ciepłe rzeczy po na upalną pogodę do niedzieli się nie zanosi.

Ja natomiast odliczam dni do kolejnego wypadu w górki. Najpierw tym razem ze Starszą właśnie jedziemy na kilka dni w Karkonosze, a potem już na dłużej ze znajomymi w Beskidy. Co prawda nie będzie to tylko rekreacja, ale szczegółów nie będę na razie zdradzać;)

Może w sierpniu będzie chociaż lepsza aura, bo to, co się ostatnio wyprawia z lekka może przerazić. Co innego zresztą jak się bezpiecznie siedzi w czterech ścianach, a co innego gdy się (jak właśnie moi znajomi) płynie z dziećmi przez całą Polskę na kajakach, albo (jak nasza tu wspólna koleżanka) wędruje po górach z plecakiem zaliczając schroniska. W takich warunkach przeżyć ulewy i wichury- to jest dopiero hardcor!

Może być jednak jeszcze gorzej, o czym przekonałam się z rana oglądając (po porannej wizycie w UP) u ojca wiadomości.

Nawet teraz mam przed oczyma straszne widoki tragedii jaka się rozegrała  w Nicei:( Może dobrze, że chwilowo jestem odcięta, bo normalnie strach się bać co to się na tym świecie wyprawia!

No cóż, trzeba oszczędzać baterię, więc pora kończyć pisanie.Póki jasno można jeszcze poczytać....a wieczorem pewnie wybiorę się na pobliskie warsztaty

...i mam nadzieję, że po powrocie zastanę w domu "jasność":)


15:48, taniatoja
Link Komentarze (8) »
niedziela, 03 lipca 2016

Zaledwie kilka dni w górach a akumulatory naładowane :)

Co prawda na początku nie było łatwo, co córunia nie omieszkała uwiecznić;)

tu na postoju padnięta mamusia

 

, ale z każdym dniem było lepiej:)

Pogoda była piękna, więc można się było i poopalać

 

 

i popodziwiać cudne widoczki

...lecz niestety ich nie zobaczycie, bo coś jak widać dzieje się z edytorem. 

To, co dawniej nie było żadnym problem teraz dziwne- jest nieosiągalne! Wielkość czcionki też fiksuje: chcę powiększyć- nic z tego.

Nie wiem co się tu od jakiegoś czasu wyprawia, ale zaczynam mieć dość. Szkoda mi czasu na przepraszam za słowo, pieprzenie się z kilkoma zdaniami, więc na razie mówię: do zobaczenia.

A swoją drogą- Wy też macie, a może mieliście problemy z edycją?


Jutro zaczynam półkolonie;

ratuj się kto może :)

No nic, mam nadzieję, ze będzie dobrze i te pięć dni minie jak z bicza strzelił.

 

 

 

21:40, taniatoja
Link Komentarze (8) »
sobota, 25 czerwca 2016

No i po uśmiechu w temacie chyba już wiecie o czym będę pisać;)

Tak, tak- WAKACJE ROZPOCZĘTĘ ! :D

W ciągu ostatnich  dwóch dni zaliczyłam aż trzy zakończenia roku: wczoraj u siebie, po południu u córki w Szkole Muzycznej, a dzień wcześniej udało mi się być też u niej na zakończeniu gimnazjum. Cudowna, kolejna uroczystość, jakiej w żadnej innej szkole jeszcze nie widziałam. Oprócz normalnych w takiej sytuacji wzruszeń uśmialiśmy się też z rodzicami do łez oglądając filmik jaki nasze pociechy same nakręciły o trzech latach pobytu w szkółce :)

No a jeśli chodzi o mnie to dziś już prawie jestem pewna, że zostaję w miejscu, w którym obecnie pracuję:)

Przedwczoraj koleżanka, z którą prowadzę klasę uradziła z p. psycholog, że trzeba mnie wesprzeć w staraniach o przedłużenie umowy i udały się do wice i głównego szefa, by porozmawiać o mnie. No i wczoraj spotykam na korytarzu pana dyrektora, który z uśmiechem od ucha do ucha oświadcza mi iż ma nadzieję, że od września dalej współpracujemy.

Specyfika oligofrenopedagoga jest jednak taka, że szkoła musi wystąpić do gminy o dodatkowy etat i środki dla tegoż nauczyciela. Jest jednak aktualne orzeczenie z PP i wniosek od mamy (chłopca będącego pod moją opieką), która też nie wspiera, więc wszystko powinno być okey.

Powiem Wam, że po ostatnim roku,  mam w sercu pokój i głęboką wdzięczność, bo po ostatnim trudnym wydarzeniu znów wylądowałam w miejscu gdzie panuje świetna atmosfera i czuję się otoczona prawdziwą serdecznością. Czyli dokładnie jest tak jak również tu od Was usłyszałam: jeśli Opatrzność takie rzeczy dopuszcza, to po to, żeby wyrwać z czegoś, co nie jest dla człowieka dobre dobre i dać w zamian coś o wiele lepszego!

W tym kontekście tym bardziej postrzegam pracę w placówce, z którą się sądziłam jako trudną, acz b. ważną dla mnie lekcję. Na razie zaowocowało to tym, że nawet nie chcę myśleć o szkole prywatnej. Nie dość, ze pracujesz człowieku po osiem godzin dziennie, bez dodatków należących się z Karty, to jeszcze wystawiona jesteś na fochy pani z zarządu, która właściwie robi sobie co zechce. I taki szczegół:

Teraz przez końcem roku składa się ( w państwowej szkółce) podania do komisji socjalnej o tzw.zapomogę wakacyjną i świadczenia pracownicze. Ponieważ pracuję od trzech miesięcy nawet by i do głowy nie przyszło składać odpowiedniego wniosku,ale namówiona przez koleżanki w końcu złożyłam...i co? Ku ogromnemu mojemu zaskoczeniu dostałam całkiem spore"wakacje pod gruszą" i oczywiście proporcjonalne do czasu pracy świadczenie.

U prywaciarza nie dostałabym natomiast nic, bo tam musiałam nawet wynając znowu prawnika, żeby uzyskać w końcu zasądzoną na mocy ugody (!) kwotę. Na szczęście dokładnie przewidziałam taki ruch ze strony "biało czarnego duetu" i jeśli zwlekając z zapłatą panie chciały mnie narazić na dodatkowe koszty głęboko się pomyliły:)

Cwaniactwo naprawdę jednak nie popłaca, o czym już niebawem, panie przekonają się tym razem dzięki rodzicom. Antyreklama ma jednak dużą moc-  i dobrze!

To tyle jeśli chodzi o tematy szkolne.

Za dwie godziny wychodzimy do taty, coby razem pokibicować Naszym:) 

Zestaw kibica już się chłodzi, więc oby do tej 15 ;)

No a poza tym dziś we Wrocku mamy wspaniały koncert, na który niestety nie mam biletów, ale zamierzam w dostępny mi sposób skorzystać. Pink Floyd to przecież moja młodość, choć Dawida Gilmoura (byłego gitarzystę i wokalistę) nawet dziś dobrze się słucha. Dziś ten siedemdziesięcioletni gwiazdor wystąpi u nas z 30 osobową orkiestrą Preisnera i Leszkiem Możdżerem.

Z tej okazji przypomniałam sobie "złote przeboje" legendarnego dziś już zespołu i Was w taką podróż do przeszłości też niniejszym zapraszam:)


 

i jak- czujecie ten klimat?:)

Do takiej muzyki na pewno warto powracać!

13:22, taniatoja
Link Komentarze (9) »
niedziela, 19 czerwca 2016

No i już w piątek wróciło nasze dziecię:)

Tydzień minął jak z bicza strzelił, nawet się człowiek nie nacieszył wolnością;)

Na szczęście wycieczka udana, Wiedeń się spodobał, także wieczór minął nam pod znakiem opowieści zwłaszcza o historii bawarskiej księżniczki Elżbiety, znanej jako Sissi:)

Jakoś ta historia korespondowała mi z ostatnio przeczytanymi lekturami zwłaszcza z "Anną Kareniną" i "Pride and Prejudice", gdzie również bohaterki były poważanymi w środowisku arystokratkami. Oczywiście angielska wersja Kareniny, którą przeczytałam nie była tak obszerna jak dwutomowy oryginał Tołstoja, ale wystarczyło, by emocje związane z tą powieścią odżyły, także nabrałam ochotę, by przypomnieć sobie jej ekranizację. Na razie jednak udało mi się znaleźć film z 2012 roku i przyznam się że  nie przypadł mi za b. do gustu (szczególnie aktor grający hr. Wrońskiego). Chyba kiedyś oglądałam lepszą (starszą ) wersję, ale tej nie udało mi się teraz jeszcze odszukać. 

Dziś natomiast już zupełnie inne klimaty.

Rano pobiegłam do Dominikanów, by zanieść zbierane przez cały rok eleganckie "fanty" na tamtejszy kiermasz, który bracia co roku organizują by wesprzeć Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci. Warto wspierać takie inicjatywy dlatego zawsze staram się być tam jakoś obecna, wspierając poprzez swoje cegiełki lub kupując na niedzielny deser ciasta z tamtejszej kawiarenki:)

Z Fundacją  spotkam się zresztą jeszcze w najbliższy wtorek, bo wybieram się na organizowany przez nią marsz Pola Nadziei, do którego zostały zaproszone szkoły wspierające Hospicjum. Jako, że zaraz właściwie po rozpoczęciu pracy w obecnej placówce zgłosiłam nas do akcji Nakrętkowo zostaliśmy też  zaproszeni tego samego dnia na festyn. Zapowiada się więc na koniec roku szkolnego ciekawa atrakcja.

A dziś wieczorem wybieram się na Dogrywkę z Europejskiej Nocy Literatury. Tym razem odbędzie się ona w plenerze, a czytać będą takie gwiazdy, jak Figura, Baka, Foremniak, Więckiewicz, czy Janda ze Stuhrem. Mam nadzieję, ze pogoda dopisze, choć ostatnio lubi płatać nam figle. Co prawda na żadną nawałnicę się nie zapowiada, ale miło by było, żeby dziś jednak i deszcz nas oszczędził:)

A teraz jeszcze chwila poobiedniego relaksu z książką, a potem wcinamy dominikańskie ciasto:)





15:00, taniatoja
Link Komentarze (7) »
sobota, 11 czerwca 2016

Atrakcje najbliższych dni zapewnia nam młodsza córunia. Zaczęło się już wczoraj przepiękną naprawdę uroczystością bierzmowania w kameralnym klasowo/szkolnym gronie. Dziś dzieciaki mają bal na zakończenie gimnazjum (jako, że jestem w gronie organizatorek idę z innymi mamami dużo wcześniej wszystko przygotować), a w poniedziałek dziewczyny jadą do Wiednia. Tym to się powodzi:)

No i tak to. Ostaniemy się na tydzień sami:( 

A w zeszłym tygodniu byłam ze szkolną dziatwą na cudownym filmie "Bella i Sebastian II"w ramach Akademii Filmowej. Jeszcze przed seansem panie  z dwoma pieskami trenowanymi do dogoterapii zapewniły nam niezłą rozrywkę swoją multimedialną prelekcją o szkoleniu tychże piesków. Potem dzieciaki zostały na scenie ustawione w ogonek i każdy mógł pieski nakarmić i pogłaskać:) Nikt tylko nie przewidział jednego, że nie będzie czasu, żeby przed filmem dzieciaki umyły oblizane łapki, którymi następnie wcinały popcorn! No, ale to przecież taki nieistotny szczegół;) Wszyscy wcinali aż miło:D

Nasze dzieciaki jako jedyne miały popcorn przygotowany w domu i dzięki temu na spotkanie z pieskami (jak pozostałe klasy) się nie spóźniły, za to po kinie zabrane zostały na lody:)

Aaaa ... zapomniałabym: dziś zaraz po balu wybieramy się na plenerowe mega widowisko na Ostrowiu Tumskim. Wczoraj wracając z uroczystości mieliśmy okazję oglądać próbę orkiestry ( szczerze mówiąc to co zaprezentowała nas nie zachwyciło), ale stwierdziłam, że trzeba Chrisowi Baldwinowi( twórcy nieudanego Pochody Czterech Duchów) dać drugą szansę, więc na tą imprezkę się wybieramy.

I to by było na  tyle. 

Miłego Wam wszystkim weekendu!

STOP! Wróć:D

jeszcze miał być dowcip/ zagadka, który "sprzedał mi " w drodze do kina chłopczyk z II klasy. No więc pyta:

"Czy mrówki, czy pszczoły są bardziej pracowite?" Pani się zastanawia, ale nie ma za wiele czasu, bo dzieciakowi spieszno podać rozwiązanie. "Oczywiście, że mrówki- wykrzykuje, bo te nie musza tracić czasu na "bzykanie"

Hhmmm,  aha...no tak ;)) Cóż- wygadane mamy dzieciaki:D

No i jeszcze jedna zagada. Pewnie nie wiecie co znaczy skrót BMW, otóż oznacza on ni mniej ni więcej tylko: " będziesz miał wypadek".

Prawda, że to akurat oczywiste?:)

08:21, taniatoja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 05 czerwca 2016

No więc dzieje się tyle, że Tania chwilowo o blogu zapomniała;) A może nie tyle zapomniała, co nie miała po prostu  do pisania weny.

W zeszłym tygodniu oprócz etatu w szkółce dostałam zastępstwo za koleżankę terapeutkę i chodziłam na lekcje do dziewczynki z głębokim upośledzeniem, która realizuje u nas indywidualne nauczanie. Kiedyś już w charakterze wolontariuszki spotykałam się z takimi dziećmi w Ośrodku w Jaszkotlu, ale zupełnie czym innym jest spotkanie i zajęcia jeden na jeden. Całe morze wrażeń, nie powiem- dość trudnych, ale b.cieszę się, miałam okazję spróbować czegoś nowego, a przede wszystkim poznać wspaniałych ludzi- rodzinę Ani. 

I muszę powiedzieć, że kiedy się z bliska patrzy z czym tacy rodzice na co dzień muszą się mierzyć, to człowiek dopiero rozumie co to znaczy mieć prawdziwy PROBLEM. Wszelkie błahostki, nabierają właściwych proporcji i człowiek zaraz łapie właściwy do utrapień dnia codziennego dystans. Jestem pełna podziwu dla poświęcenia i zaangażowania bliskich dziewczynki, bo walczą o nią nie tylko mama z tatą, ale także rehabilitant, terapeutka , neurolog, którzy od lat współpracując dzień w dzień tworzą jakby szeroką Ani rodzinę. 

Po zajęciach, już  w domu siedziałam w necie, (przypominając sobie to, co do tej pory znałam tylko z teorii) i odświeżałam sobie wiedzę z oligo: metody i różne formy terapii. Doszłam do wniosku, że przydałaby mi się jeszcze "terapia zajęciowa", więc kolejna podyplomówka zdajsie przede mną:)

A co poza tym?

Ano całkowicie przerzuciłam się na literaturę anglojęzyczną i z przyjemnością czytam sobie taką klasykę jak "Duma i Uprzedzenie", "Robin Hood", czy "Marley i ja":)  Fajnie się czyta, no i zawsze to kontakt z językiem, którego ostatnio tak b. mi brakowało. Oglądnęłam też kilka fajnych filmów, min. "Droga do szczęścia" z "Idy marcowe", które doskonale, choć w rzeczywistości amerykańskiej pokazują, czym jest tak naprawdę kampania wyborcza i jakie  rządzą nią mechanizmy. Przerażający cynizm polityków i ich brudne gierki.

No i jeszcze tak na świeżo: dziś w parku południowym spotkałam się w gronie twórczych kobiet, by dowiedzieć się/ porozmawiać o tzw. Drodze artysty". Muszę powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem tej ścieżki samorozwoju (bo tak to chyba można określić). Mam nadzieję, że uda mi się przy kolejnej edycji dołączyć do grona realizującego w praktyce idee zawarte w książce Julii Cameron "Droga Artysty" właśnie. 

Teraz po niedzielnym obiadku zasłużony relaks, a wieczorkiem wybywamy jeszcze na koncert w ramach Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Sacra. Wczoraj też byliśmy i b. nam się podobało ( zwłaszcza ekipa słowacka), a dziś już finał, więc pewnie też będzie ciekawie. 

Młodsza zaś też świetnie się bawiła, ale na nieco innej imprezce, bo na tzw. Festiwalu Kolorów. Może to modne wydarzenie do waszego miasta też już dotarło, bo z tego co wiem Wrocław nie był pierwszy na liście. Jak zobaczycie na mieście kolorowe ludziki, to właśnie będą uczestnicy tejże imprezy. Moje dziecko w każdym razie wyglądało wczoraj jak tęcza i dwa prania nie wystarczyły, by doprać, spodnie, bluzkę nie mówiąc juz o bieliźnie, butach, czy włosach. Farba była po prostu WSZĘDZIE! . Ale co tam,  grunt, żeby się dobrze bawić, a dziecko przecież wróciło zachwycone! :D

A czy mówiłam Wam, że   z czterech zrobiło nas się troje?

Kilka dni temu moje starsze dziecko postanowiło się usamodzielnić i wyprowadzić na swoje. Studiuje, pracuje, więc powinna jakoś sobie córa poradzić. W razie czego zawsze może liczyć na zupkę u mamy;) 

Na razie się jednak martwię i jak ta nadopiekuńcza matka wydzwaniam wieczorem sprawdzić czy dziecko żyje. Pewnie z czasem mi przejdzie, ale póki co przeżywam  rozłąkę...

 


 

16:24, taniatoja
Link Komentarze (9) »
sobota, 28 maja 2016

W którymś z ostatnich wpisów obiecałam powrót do książki (a właściwie jej tematu), którą niedawno przeczytałam, więc niech tak się teraz stanie:)

"Błysk" Kristine Barnett to, można by rzec, biograficzna powieść albo inaczej: opowieść matki o jej naprarwdę niezwykłym dziecku. Dlaczego ta historia tak mnie poruszyła? Ano dlatego, że problem w niej poruszany jest mi po prostu bliski. 

Kilkakrotnie miałam okazję spotkać się na swoje szkolnej drodze z autystycznym dzieckiem i wiem, że obcowanie z nim na co dzień ani dla nauczyciela, ani dla rodzica nie jest rzeczą naprawdę łatwą. 

Wracając jednak do samej książki. Kristina jako mama zrobiła moim zdaniem rzecz zupełnie niesamowitą: sprzeciwiając się niejako całemu "systemowi", bez żadnego wsparcia z zewnątrz, (opierając się jedynie na intuicji,) uratowała swoje dziecko przed stłamszeniem, jednocześnie pozwalając mu  rozwinąć cały jego potencjał.

 To, co zrobiła zasługuje na wielki szacunek, bo zdaję sobie sprawę na co naraża się matka dziecka niepełnosprawnego rezygnując z pomocy jaką dla jej potomka przewiduje państwo. Niezrozumienie tego kroku przez osoby postronne, także te najbliższe, brak ich akceptacji przy jednoczesnym ryzyku podjętych działań, potrafi być szalenie obciążające. 

A jednak okazuje się, że warto było!

 Dlatego też książka ta jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o sile kobiecej intuicji, o tym, że czasami to właśnie nikt inny jak tylko matka potrafi dostrzec zagrożenie, zrozumieć swoje dziecko i w końcu dla jego dobra podjąć trudne decyzje, być może stawiające ją samą w złym świetle.

Taką drogę przeszła właśnie Kristina ze swoim synem Jacobem, który dziś uznawany jest za geniusza ze swoim IQ wyższym od Einstaina i fotograficzną pamięcią (co jest cechą wspólną dla większości autystyków).

Już jako kilkuletni smyk Jack nauczył się (dosłownie w dwa tygodnie) podstaw analizy matematycznej. W wieku dziewięciu lat rozpoczął badania nad nowatorską teorią w astrofizyce, za którą wg. wielu uczonych może być w przyszłości nominowany do Nagrody Nobla. W wieku dwunastu lat rozpoczął pracę na uniwersytecie na oddziale fizyki kwantowej.

Nie byłoby jednak tych wszystkich sukcesów, gdyby jak już wspomniałam, nie postawa matki. 

Po zdiagnozowaniu w wieku dwóch lat autyzmu, Jacob został zapisany do specjalistycznej placówki, gdzie cały sztab specjalistów rozpoczął nad nim pracę. Jake jednak nie robił żadnych postępów, co więcej zaczął wycofywać się do swojego świata, aż w końcu całkowicie przestał mówić. Obserwując, ze wywieranie na dziecko presji by uczyło się tylko podstawowych czynności, przy jednoczesnym całkowitym pomijaniu , a wręcz tłumieniu pasji, Kristine nabrała przekonania, że jest to droga donikąd. Wtedy podjęła decyzję o zabraniu syna ze specjalistycznej placówki i odtąd sama przygotowywała go do zajęć w zwykłym przedszkolu wierząc po prostu w moc doświadczeń dzieciństwa i radosnej zabawy.

Powiem, że ta koncepcja w pedagogice jest mi szczególnie bliska, bo sama zauważam, że nieraz żadne ślęczenie (zwłaszcza gdy dziecko czuje się do niego przymuszane) nie da takich terapeutycznych rezultatów , ile potrafią dać  dziecku radosne przeżycia i doświadczenie siły tego, że "w czymś jestem po prostu dobry"!

To właśnie zrobiła Jakea mama: skupiła się na tym, co w jej syny wyjątkowe i pozwoliła mu swobodnie rozwijać zainteresowania, koncentrując się na tym, co umie, a nie na tym, czego nie mógł zrobić. Efekty przeszły  najśmielsze oczekiwania rodziców- wychowali geniusza:)

Sama w pracy z dzieckiem autystycznym zauważyłam, że wywieranie na takim dziecku nacisku, presji tylko pogłebia jego upór- zamknięcie i dlatego nieraz warto po prostu odpuścić, przeczekać aż dziecko samo ze swojej postawy zrezygnuje. Nie jest to na pewno łatwe zwłaszcza w warunkach klasowych, gdzie zaraz inne dzieci cię wypunktują: "proszę pani, a dlaczego on może, a ja nie?!" Nieraz musiałam się z takimi sytuacjami mierzyć , gdy np. chłopiec po wu-fie nie chciał się jak inne dzieci z powrotem przebrać i cały dzień chodził w stroju sportowym( a tu trzeba wyjść na stołówkę, na dwór) albo nie chcąc robić zadania wchodził pod stół i żadne "prośby/groźby" nie były go w stanie stamtąd wydobyć. 

Oj tak- wiele takich sytuacji pamiętam, ale sama (także na swoich błedach)się przekonałam, że zachowania takie u dzieci autystycznych nie są wcale jednoznaczne z byciem upartym-krnąbrnym, czy prostym robieniem na złość.

Czytając książkę "Błysk"przypominałam sobie te wszystkie doświadczenia i dlatego dziś mogę wszelkim niestandardowym efektom w pracy z tymi dziećmi

przyklasnąć, o ile idą one po linii rozwijania ich uzdolnień i pasji. Okazuje się bowiem i tutaj, że nawet najlepszy schemat postępowania (przetestowany przez specjalistów) potrafi zawieść i dlatego warto nad każdym dzieckiem pochylić się indywidualnie i po prostu zauważyć w czym można by mu pomóc.

To tyle, bo przede mną jeszcze wycieczka rowerowa na nowo- dziś właśnie oficjalnie otwarty Bulwar Politechniki:)

11:28, taniatoja
Link Komentarze (8) »
sobota, 21 maja 2016

Przyznaję, że w piątek wyszłam z pracy tak padnięta, że z przyjemnością myślę o kolejnym krótszym w szkole tygodniu. Jak znam jednak siebie przez weekend zregeneruję siły i w poniedziałek w podskokach pobiegnę do szkółki:)

Muszę powiedzieć, że oprócz pracy w minionym tygodniu udało mi się jednak też nieco rozerwać, ale o tym za chwilę. 

Dziś w ramach festiwalu Docks against Gravity miałam okazję zobaczyć film zatytułowany " Kiedy ten wiatr ustanie"A. Astrid Gabryel,  traktujący o tatarskcih rodzinach wypędzanych przez Rosjan  z Krymu. 

Muszę zresztą przyznać, że temat Krymu pojawił mi się jakiś czas temu- wraz z finałem Eurowizji, w którym wygrała Ukraina w osobie Jamali śpiewającej o wypędzeniu Tatarów w 1944 roku właśnie. Przyznam, że sama piosenka, w której pobrzmiewały dalekowschodnie ciekawe akcenty etniczne i jej niesamowita interpretacja  b. mnie poruszyła. Tak się jakoś złożyło, że następnego dnia przepytując Młodszą z historii znów pojawił się Krym w temacie Wojen Krymskich i udziału w niej naszych rodaków. Następnego dnia natomiast w Muzeum Pana Tadeusza przypominaliśmy sobie Mickiewiczowskie "Sonety Krymskie" i jego tam wędrówki. No i tak to i w sztuce i w historii Krym był jakoś obecny. Może to znak, że trzeba by się wybrać do tego pięknego nadmorskiego kraju pachnącego bezkresem stepów?;) Zapewne byłoby cudownie, ale trzeba będzie poczekać na lepsze i bardziej bezpieczne czasy.

I to tyle w kwestii krymskiej:)

W ramach Docks against Gravity miałam okazję zobaczyć jeszcze dwa inne b. ciekawe filmy (szkoda, że tylko tyle, bo program był tak ciekawy, że śmiało codziennie można by coś wybrać), a nawet uczestniczyć w dyskusjach z reżyserami i gośćmi specjalnie na nią zaproszonymi. Najlepszym była pewnie "Szwedzka teoria miłości" w reżyserii Erika Gandiego opowiadająca o przemianach społecznych i ich smutnych, boleśnie dziś odczuwanych efektach. Warto zobaczyć do jakiej samotności i społecznej izolacji doprowadziły modne i lansowane dziś w całej niestety Europie hasła niezależności jednostki i postawienie jej w opozycji do relacji z innymi (nawet z tymi z którymi wiążą nas więzy krwi). Ten film powinien być przestrogą dla tych, którzy ponad wartości takie jak wspólnota, rodzina stawiając własny rozwój, wygodę, a często jak się okazuje po prostu egoizm. 

Po kolejnym filmie "Dobry Amerykanin" Fredricha Mosera demaskującym różne afery w NASA i FBI, skądinąd b. ciekawym, poczułam się ujawnioną rzeczywistością tak przygnębiona, że już nie miałam siły na dyskusję po jego emisji. Dobrze zrobiło mi przeskoczenie po  wyjściu z kina w zupełnie inny klimat. Dosłownie po drugiej stronie bowiem ulicy przy Capitolu, miał miejsce Klub Festiwalowy Piosenki Aktorskiej. Dobrze było posłuchać energetycznej muzyczki i poczuć fajny klimat jaki tej imprezce towarzyszył:) 

Tak mi dzisiaj po tych rytmach fajnie się zrobiło, że wracając sprawiłam sobie nagrodę w postaci cierpliwie wyczekiwanych w długiej kolejce  polish lodzików- znów warto było:) 

Potem jeszcze na Jarmarku Świętojańskim podegustowałam  polskie domowe wina, które na pewno sobie z początkiem miesiąca zakupię. 

I tyle.Wracam do lektury.

...a jutro zanim córcia wróci z Krakowa mama wybiera się jeszcze na koncert:)

Wszystkim życzę dobrej niedzieli!

21:34, taniatoja
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66