RSS
sobota, 25 czerwca 2016

No i po uśmiechu w temacie chyba już wiecie o czym będę pisać;)

Tak, tak- WAKACJE ROZPOCZĘTĘ ! :D

W ciągu ostatnich  dwóch dni zaliczyłam aż trzy zakończenia roku: wczoraj u siebie, po południu u córki w Szkole Muzycznej, a dzień wcześniej udało mi się być też u niej na zakończeniu gimnazjum. Cudowna, kolejna uroczystość, jakiej w żadnej innej szkole jeszcze nie widziałam. Oprócz normalnych w takiej sytuacji wzruszeń uśmialiśmy się też z rodzicami do łez oglądając filmik jaki nasze pociechy same nakręciły o trzech latach pobytu w szkółce :)

No a jeśli chodzi o mnie to dziś już prawie jestem pewna, że zostaję w miejscu, w którym obecnie pracuję:)

Przedwczoraj koleżanka, z którą prowadzę klasę uradziła z p. psycholog, że trzeba mnie wesprzeć w staraniach o przedłużenie umowy i udały się do wice i głównego szefa, by porozmawiać o mnie. No i wczoraj spotykam na korytarzu pana dyrektora, który z uśmiechem od ucha do ucha oświadcza mi iż ma nadzieję, że od września dalej współpracujemy.

Specyfika oligofrenopedagoga jest jednak taka, że szkoła musi wystąpić do gminy o dodatkowy etat i środki dla tegoż nauczyciela. Jest jednak aktualne orzeczenie z PP i wniosek od mamy (chłopca będącego pod moją opieką), która też nie wspiera, więc wszystko powinno być okey.

Powiem Wam, że po ostatnim roku,  mam w sercu pokój i głęboką wdzięczność, bo po ostatnim trudnym wydarzeniu znów wylądowałam w miejscu gdzie panuje świetna atmosfera i czuję się otoczona prawdziwą serdecznością. Czyli dokładnie jest tak jak również tu od Was usłyszałam: jeśli Opatrzność takie rzeczy dopuszcza, to po to, żeby wyrwać z czegoś, co nie jest dla człowieka dobre dobre i dać w zamian coś o wiele lepszego!

W tym kontekście tym bardziej postrzegam pracę w placówce, z którą się sądziłam jako trudną, acz b. ważną dla mnie lekcję. Na razie zaowocowało to tym, że nawet nie chcę myśleć o szkole prywatnej. Nie dość, ze pracujesz człowieku po osiem godzin dziennie, bez dodatków należących się z Karty, to jeszcze wystawiona jesteś na fochy pani z zarządu, która właściwie robi sobie co zechce. I taki szczegół:

Teraz przez końcem roku składa się ( w państwowej szkółce) podania do komisji socjalnej o tzw.zapomogę wakacyjną i świadczenia pracownicze. Ponieważ pracuję od trzech miesięcy nawet by i do głowy nie przyszło składać odpowiedniego wniosku,ale namówiona przez koleżanki w końcu złożyłam...i co? Ku ogromnemu mojemu zaskoczeniu dostałam całkiem spore"wakacje pod gruszą" i oczywiście proporcjonalne do czasu pracy świadczenie.

U prywaciarza nie dostałabym natomiast nic, bo tam musiałam nawet wynając znowu prawnika, żeby uzyskać w końcu zasądzoną na mocy ugody (!) kwotę. Na szczęście dokładnie przewidziałam taki ruch ze strony "biało czarnego duetu" i jeśli zwlekając z zapłatą panie chciały mnie narazić na dodatkowe koszty głęboko się pomyliły:)

Cwaniactwo naprawdę jednak nie popłaca, o czym już niebawem, panie przekonają się tym razem dzięki rodzicom. Antyreklama ma jednak dużą moc-  i dobrze!

To tyle jeśli chodzi o tematy szkolne.

Za dwie godziny wychodzimy do taty, coby razem pokibicować Naszym:) 

Zestaw kibica już się chłodzi, więc oby do tej 15 ;)

No a poza tym dziś we Wrocku mamy wspaniały koncert, na który niestety nie mam biletów, ale zamierzam w dostępny mi sposób skorzystać. Pink Floyd to przecież moja młodość, choć Dawida Gilmoura (byłego gitarzystę i wokalistę) nawet dziś dobrze się słucha. Dziś ten siedemdziesięcioletni gwiazdor wystąpi u nas z 30 osobową orkiestrą Preisnera i Leszkiem Możdżerem.

Z tej okazji przypomniałam sobie "złote przeboje" legendarnego dziś już zespołu i Was w taką podróż do przeszłości też niniejszym zapraszam:)


 

i jak- czujecie ten klimat?:)

Do takiej muzyki na pewno warto powracać!

13:22, taniatoja
Link Komentarze (9) »
niedziela, 19 czerwca 2016

No i już w piątek wróciło nasze dziecię:)

Tydzień minął jak z bicza strzelił, nawet się człowiek nie nacieszył wolnością;)

Na szczęście wycieczka udana, Wiedeń się spodobał, także wieczór minął nam pod znakiem opowieści zwłaszcza o historii bawarskiej księżniczki Elżbiety, znanej jako Sissi:)

Jakoś ta historia korespondowała mi z ostatnio przeczytanymi lekturami zwłaszcza z "Anną Kareniną" i "Pride and Prejudice", gdzie również bohaterki były poważanymi w środowisku arystokratkami. Oczywiście angielska wersja Kareniny, którą przeczytałam nie była tak obszerna jak dwutomowy oryginał Tołstoja, ale wystarczyło, by emocje związane z tą powieścią odżyły, także nabrałam ochotę, by przypomnieć sobie jej ekranizację. Na razie jednak udało mi się znaleźć film z 2012 roku i przyznam się że  nie przypadł mi za b. do gustu (szczególnie aktor grający hr. Wrońskiego). Chyba kiedyś oglądałam lepszą (starszą ) wersję, ale tej nie udało mi się teraz jeszcze odszukać. 

Dziś natomiast już zupełnie inne klimaty.

Rano pobiegłam do Dominikanów, by zanieść zbierane przez cały rok eleganckie "fanty" na tamtejszy kiermasz, który bracia co roku organizują by wesprzeć Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci. Warto wspierać takie inicjatywy dlatego zawsze staram się być tam jakoś obecna, wspierając poprzez swoje cegiełki lub kupując na niedzielny deser ciasta z tamtejszej kawiarenki:)

Z Fundacją  spotkam się zresztą jeszcze w najbliższy wtorek, bo wybieram się na organizowany przez nią marsz Pola Nadziei, do którego zostały zaproszone szkoły wspierające Hospicjum. Jako, że zaraz właściwie po rozpoczęciu pracy w obecnej placówce zgłosiłam nas do akcji Nakrętkowo zostaliśmy też  zaproszeni tego samego dnia na festyn. Zapowiada się więc na koniec roku szkolnego ciekawa atrakcja.

A dziś wieczorem wybieram się na Dogrywkę z Europejskiej Nocy Literatury. Tym razem odbędzie się ona w plenerze, a czytać będą takie gwiazdy, jak Figura, Baka, Foremniak, Więckiewicz, czy Janda ze Stuhrem. Mam nadzieję, ze pogoda dopisze, choć ostatnio lubi płatać nam figle. Co prawda na żadną nawałnicę się nie zapowiada, ale miło by było, żeby dziś jednak i deszcz nas oszczędził:)

A teraz jeszcze chwila poobiedniego relaksu z książką, a potem wcinamy dominikańskie ciasto:)





15:00, taniatoja
Link Komentarze (7) »
sobota, 11 czerwca 2016

Atrakcje najbliższych dni zapewnia nam młodsza córunia. Zaczęło się już wczoraj przepiękną naprawdę uroczystością bierzmowania w kameralnym klasowo/szkolnym gronie. Dziś dzieciaki mają bal na zakończenie gimnazjum (jako, że jestem w gronie organizatorek idę z innymi mamami dużo wcześniej wszystko przygotować), a w poniedziałek dziewczyny jadą do Wiednia. Tym to się powodzi:)

No i tak to. Ostaniemy się na tydzień sami:( 

A w zeszłym tygodniu byłam ze szkolną dziatwą na cudownym filmie "Bella i Sebastian II"w ramach Akademii Filmowej. Jeszcze przed seansem panie  z dwoma pieskami trenowanymi do dogoterapii zapewniły nam niezłą rozrywkę swoją multimedialną prelekcją o szkoleniu tychże piesków. Potem dzieciaki zostały na scenie ustawione w ogonek i każdy mógł pieski nakarmić i pogłaskać:) Nikt tylko nie przewidział jednego, że nie będzie czasu, żeby przed filmem dzieciaki umyły oblizane łapki, którymi następnie wcinały popcorn! No, ale to przecież taki nieistotny szczegół;) Wszyscy wcinali aż miło:D

Nasze dzieciaki jako jedyne miały popcorn przygotowany w domu i dzięki temu na spotkanie z pieskami (jak pozostałe klasy) się nie spóźniły, za to po kinie zabrane zostały na lody:)

Aaaa ... zapomniałabym: dziś zaraz po balu wybieramy się na plenerowe mega widowisko na Ostrowiu Tumskim. Wczoraj wracając z uroczystości mieliśmy okazję oglądać próbę orkiestry ( szczerze mówiąc to co zaprezentowała nas nie zachwyciło), ale stwierdziłam, że trzeba Chrisowi Baldwinowi( twórcy nieudanego Pochody Czterech Duchów) dać drugą szansę, więc na tą imprezkę się wybieramy.

I to by było na  tyle. 

Miłego Wam wszystkim weekendu!

STOP! Wróć:D

jeszcze miał być dowcip/ zagadka, który "sprzedał mi " w drodze do kina chłopczyk z II klasy. No więc pyta:

"Czy mrówki, czy pszczoły są bardziej pracowite?" Pani się zastanawia, ale nie ma za wiele czasu, bo dzieciakowi spieszno podać rozwiązanie. "Oczywiście, że mrówki- wykrzykuje, bo te nie musza tracić czasu na "bzykanie"

Hhmmm,  aha...no tak ;)) Cóż- wygadane mamy dzieciaki:D

No i jeszcze jedna zagada. Pewnie nie wiecie co znaczy skrót BMW, otóż oznacza on ni mniej ni więcej tylko: " będziesz miał wypadek".

Prawda, że to akurat oczywiste?:)

08:21, taniatoja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 05 czerwca 2016

No więc dzieje się tyle, że Tania chwilowo o blogu zapomniała;) A może nie tyle zapomniała, co nie miała po prostu  do pisania weny.

W zeszłym tygodniu oprócz etatu w szkółce dostałam zastępstwo za koleżankę terapeutkę i chodziłam na lekcje do dziewczynki z głębokim upośledzeniem, która realizuje u nas indywidualne nauczanie. Kiedyś już w charakterze wolontariuszki spotykałam się z takimi dziećmi w Ośrodku w Jaszkotlu, ale zupełnie czym innym jest spotkanie i zajęcia jeden na jeden. Całe morze wrażeń, nie powiem- dość trudnych, ale b.cieszę się, miałam okazję spróbować czegoś nowego, a przede wszystkim poznać wspaniałych ludzi- rodzinę Ani. 

I muszę powiedzieć, że kiedy się z bliska patrzy z czym tacy rodzice na co dzień muszą się mierzyć, to człowiek dopiero rozumie co to znaczy mieć prawdziwy PROBLEM. Wszelkie błahostki, nabierają właściwych proporcji i człowiek zaraz łapie właściwy do utrapień dnia codziennego dystans. Jestem pełna podziwu dla poświęcenia i zaangażowania bliskich dziewczynki, bo walczą o nią nie tylko mama z tatą, ale także rehabilitant, terapeutka , neurolog, którzy od lat współpracując dzień w dzień tworzą jakby szeroką Ani rodzinę. 

Po zajęciach, już  w domu siedziałam w necie, (przypominając sobie to, co do tej pory znałam tylko z teorii) i odświeżałam sobie wiedzę z oligo: metody i różne formy terapii. Doszłam do wniosku, że przydałaby mi się jeszcze "terapia zajęciowa", więc kolejna podyplomówka zdajsie przede mną:)

A co poza tym?

Ano całkowicie przerzuciłam się na literaturę anglojęzyczną i z przyjemnością czytam sobie taką klasykę jak "Duma i Uprzedzenie", "Robin Hood", czy "Marley i ja":)  Fajnie się czyta, no i zawsze to kontakt z językiem, którego ostatnio tak b. mi brakowało. Oglądnęłam też kilka fajnych filmów, min. "Droga do szczęścia" z "Idy marcowe", które doskonale, choć w rzeczywistości amerykańskiej pokazują, czym jest tak naprawdę kampania wyborcza i jakie  rządzą nią mechanizmy. Przerażający cynizm polityków i ich brudne gierki.

No i jeszcze tak na świeżo: dziś w parku południowym spotkałam się w gronie twórczych kobiet, by dowiedzieć się/ porozmawiać o tzw. Drodze artysty". Muszę powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem tej ścieżki samorozwoju (bo tak to chyba można określić). Mam nadzieję, że uda mi się przy kolejnej edycji dołączyć do grona realizującego w praktyce idee zawarte w książce Julii Cameron "Droga Artysty" właśnie. 

Teraz po niedzielnym obiadku zasłużony relaks, a wieczorkiem wybywamy jeszcze na koncert w ramach Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Sacra. Wczoraj też byliśmy i b. nam się podobało ( zwłaszcza ekipa słowacka), a dziś już finał, więc pewnie też będzie ciekawie. 

Młodsza zaś też świetnie się bawiła, ale na nieco innej imprezce, bo na tzw. Festiwalu Kolorów. Może to modne wydarzenie do waszego miasta też już dotarło, bo z tego co wiem Wrocław nie był pierwszy na liście. Jak zobaczycie na mieście kolorowe ludziki, to właśnie będą uczestnicy tejże imprezy. Moje dziecko w każdym razie wyglądało wczoraj jak tęcza i dwa prania nie wystarczyły, by doprać, spodnie, bluzkę nie mówiąc juz o bieliźnie, butach, czy włosach. Farba była po prostu WSZĘDZIE! . Ale co tam,  grunt, żeby się dobrze bawić, a dziecko przecież wróciło zachwycone! :D

A czy mówiłam Wam, że   z czterech zrobiło nas się troje?

Kilka dni temu moje starsze dziecko postanowiło się usamodzielnić i wyprowadzić na swoje. Studiuje, pracuje, więc powinna jakoś sobie córa poradzić. W razie czego zawsze może liczyć na zupkę u mamy;) 

Na razie się jednak martwię i jak ta nadopiekuńcza matka wydzwaniam wieczorem sprawdzić czy dziecko żyje. Pewnie z czasem mi przejdzie, ale póki co przeżywam  rozłąkę...

 


 

16:24, taniatoja
Link Komentarze (9) »
sobota, 28 maja 2016

W którymś z ostatnich wpisów obiecałam powrót do książki (a właściwie jej tematu), którą niedawno przeczytałam, więc niech tak się teraz stanie:)

"Błysk" Kristine Barnett to, można by rzec, biograficzna powieść albo inaczej: opowieść matki o jej naprarwdę niezwykłym dziecku. Dlaczego ta historia tak mnie poruszyła? Ano dlatego, że problem w niej poruszany jest mi po prostu bliski. 

Kilkakrotnie miałam okazję spotkać się na swoje szkolnej drodze z autystycznym dzieckiem i wiem, że obcowanie z nim na co dzień ani dla nauczyciela, ani dla rodzica nie jest rzeczą naprawdę łatwą. 

Wracając jednak do samej książki. Kristina jako mama zrobiła moim zdaniem rzecz zupełnie niesamowitą: sprzeciwiając się niejako całemu "systemowi", bez żadnego wsparcia z zewnątrz, (opierając się jedynie na intuicji,) uratowała swoje dziecko przed stłamszeniem, jednocześnie pozwalając mu  rozwinąć cały jego potencjał.

 To, co zrobiła zasługuje na wielki szacunek, bo zdaję sobie sprawę na co naraża się matka dziecka niepełnosprawnego rezygnując z pomocy jaką dla jej potomka przewiduje państwo. Niezrozumienie tego kroku przez osoby postronne, także te najbliższe, brak ich akceptacji przy jednoczesnym ryzyku podjętych działań, potrafi być szalenie obciążające. 

A jednak okazuje się, że warto było!

 Dlatego też książka ta jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o sile kobiecej intuicji, o tym, że czasami to właśnie nikt inny jak tylko matka potrafi dostrzec zagrożenie, zrozumieć swoje dziecko i w końcu dla jego dobra podjąć trudne decyzje, być może stawiające ją samą w złym świetle.

Taką drogę przeszła właśnie Kristina ze swoim synem Jacobem, który dziś uznawany jest za geniusza ze swoim IQ wyższym od Einstaina i fotograficzną pamięcią (co jest cechą wspólną dla większości autystyków).

Już jako kilkuletni smyk Jack nauczył się (dosłownie w dwa tygodnie) podstaw analizy matematycznej. W wieku dziewięciu lat rozpoczął badania nad nowatorską teorią w astrofizyce, za którą wg. wielu uczonych może być w przyszłości nominowany do Nagrody Nobla. W wieku dwunastu lat rozpoczął pracę na uniwersytecie na oddziale fizyki kwantowej.

Nie byłoby jednak tych wszystkich sukcesów, gdyby jak już wspomniałam, nie postawa matki. 

Po zdiagnozowaniu w wieku dwóch lat autyzmu, Jacob został zapisany do specjalistycznej placówki, gdzie cały sztab specjalistów rozpoczął nad nim pracę. Jake jednak nie robił żadnych postępów, co więcej zaczął wycofywać się do swojego świata, aż w końcu całkowicie przestał mówić. Obserwując, ze wywieranie na dziecko presji by uczyło się tylko podstawowych czynności, przy jednoczesnym całkowitym pomijaniu , a wręcz tłumieniu pasji, Kristine nabrała przekonania, że jest to droga donikąd. Wtedy podjęła decyzję o zabraniu syna ze specjalistycznej placówki i odtąd sama przygotowywała go do zajęć w zwykłym przedszkolu wierząc po prostu w moc doświadczeń dzieciństwa i radosnej zabawy.

Powiem, że ta koncepcja w pedagogice jest mi szczególnie bliska, bo sama zauważam, że nieraz żadne ślęczenie (zwłaszcza gdy dziecko czuje się do niego przymuszane) nie da takich terapeutycznych rezultatów , ile potrafią dać  dziecku radosne przeżycia i doświadczenie siły tego, że "w czymś jestem po prostu dobry"!

To właśnie zrobiła Jakea mama: skupiła się na tym, co w jej syny wyjątkowe i pozwoliła mu swobodnie rozwijać zainteresowania, koncentrując się na tym, co umie, a nie na tym, czego nie mógł zrobić. Efekty przeszły  najśmielsze oczekiwania rodziców- wychowali geniusza:)

Sama w pracy z dzieckiem autystycznym zauważyłam, że wywieranie na takim dziecku nacisku, presji tylko pogłebia jego upór- zamknięcie i dlatego nieraz warto po prostu odpuścić, przeczekać aż dziecko samo ze swojej postawy zrezygnuje. Nie jest to na pewno łatwe zwłaszcza w warunkach klasowych, gdzie zaraz inne dzieci cię wypunktują: "proszę pani, a dlaczego on może, a ja nie?!" Nieraz musiałam się z takimi sytuacjami mierzyć , gdy np. chłopiec po wu-fie nie chciał się jak inne dzieci z powrotem przebrać i cały dzień chodził w stroju sportowym( a tu trzeba wyjść na stołówkę, na dwór) albo nie chcąc robić zadania wchodził pod stół i żadne "prośby/groźby" nie były go w stanie stamtąd wydobyć. 

Oj tak- wiele takich sytuacji pamiętam, ale sama (także na swoich błedach)się przekonałam, że zachowania takie u dzieci autystycznych nie są wcale jednoznaczne z byciem upartym-krnąbrnym, czy prostym robieniem na złość.

Czytając książkę "Błysk"przypominałam sobie te wszystkie doświadczenia i dlatego dziś mogę wszelkim niestandardowym efektom w pracy z tymi dziećmi

przyklasnąć, o ile idą one po linii rozwijania ich uzdolnień i pasji. Okazuje się bowiem i tutaj, że nawet najlepszy schemat postępowania (przetestowany przez specjalistów) potrafi zawieść i dlatego warto nad każdym dzieckiem pochylić się indywidualnie i po prostu zauważyć w czym można by mu pomóc.

To tyle, bo przede mną jeszcze wycieczka rowerowa na nowo- dziś właśnie oficjalnie otwarty Bulwar Politechniki:)

11:28, taniatoja
Link Komentarze (8) »
sobota, 21 maja 2016

Przyznaję, że w piątek wyszłam z pracy tak padnięta, że z przyjemnością myślę o kolejnym krótszym w szkole tygodniu. Jak znam jednak siebie przez weekend zregeneruję siły i w poniedziałek w podskokach pobiegnę do szkółki:)

Muszę powiedzieć, że oprócz pracy w minionym tygodniu udało mi się jednak też nieco rozerwać, ale o tym za chwilę. 

Dziś w ramach festiwalu Docks against Gravity miałam okazję zobaczyć film zatytułowany " Kiedy ten wiatr ustanie"A. Astrid Gabryel,  traktujący o tatarskcih rodzinach wypędzanych przez Rosjan  z Krymu. 

Muszę zresztą przyznać, że temat Krymu pojawił mi się jakiś czas temu- wraz z finałem Eurowizji, w którym wygrała Ukraina w osobie Jamali śpiewającej o wypędzeniu Tatarów w 1944 roku właśnie. Przyznam, że sama piosenka, w której pobrzmiewały dalekowschodnie ciekawe akcenty etniczne i jej niesamowita interpretacja  b. mnie poruszyła. Tak się jakoś złożyło, że następnego dnia przepytując Młodszą z historii znów pojawił się Krym w temacie Wojen Krymskich i udziału w niej naszych rodaków. Następnego dnia natomiast w Muzeum Pana Tadeusza przypominaliśmy sobie Mickiewiczowskie "Sonety Krymskie" i jego tam wędrówki. No i tak to i w sztuce i w historii Krym był jakoś obecny. Może to znak, że trzeba by się wybrać do tego pięknego nadmorskiego kraju pachnącego bezkresem stepów?;) Zapewne byłoby cudownie, ale trzeba będzie poczekać na lepsze i bardziej bezpieczne czasy.

I to tyle w kwestii krymskiej:)

W ramach Docks against Gravity miałam okazję zobaczyć jeszcze dwa inne b. ciekawe filmy (szkoda, że tylko tyle, bo program był tak ciekawy, że śmiało codziennie można by coś wybrać), a nawet uczestniczyć w dyskusjach z reżyserami i gośćmi specjalnie na nią zaproszonymi. Najlepszym była pewnie "Szwedzka teoria miłości" w reżyserii Erika Gandiego opowiadająca o przemianach społecznych i ich smutnych, boleśnie dziś odczuwanych efektach. Warto zobaczyć do jakiej samotności i społecznej izolacji doprowadziły modne i lansowane dziś w całej niestety Europie hasła niezależności jednostki i postawienie jej w opozycji do relacji z innymi (nawet z tymi z którymi wiążą nas więzy krwi). Ten film powinien być przestrogą dla tych, którzy ponad wartości takie jak wspólnota, rodzina stawiając własny rozwój, wygodę, a często jak się okazuje po prostu egoizm. 

Po kolejnym filmie "Dobry Amerykanin" Fredricha Mosera demaskującym różne afery w NASA i FBI, skądinąd b. ciekawym, poczułam się ujawnioną rzeczywistością tak przygnębiona, że już nie miałam siły na dyskusję po jego emisji. Dobrze zrobiło mi przeskoczenie po  wyjściu z kina w zupełnie inny klimat. Dosłownie po drugiej stronie bowiem ulicy przy Capitolu, miał miejsce Klub Festiwalowy Piosenki Aktorskiej. Dobrze było posłuchać energetycznej muzyczki i poczuć fajny klimat jaki tej imprezce towarzyszył:) 

Tak mi dzisiaj po tych rytmach fajnie się zrobiło, że wracając sprawiłam sobie nagrodę w postaci cierpliwie wyczekiwanych w długiej kolejce  polish lodzików- znów warto było:) 

Potem jeszcze na Jarmarku Świętojańskim podegustowałam  polskie domowe wina, które na pewno sobie z początkiem miesiąca zakupię. 

I tyle.Wracam do lektury.

...a jutro zanim córcia wróci z Krakowa mama wybiera się jeszcze na koncert:)

Wszystkim życzę dobrej niedzieli!

21:34, taniatoja
Link Komentarze (11) »
sobota, 14 maja 2016

No i wreszcie jest duży "kulturalny" plus na mojej liście:) 

A co takiego zajęło w tak zaszczytnym rankingu naprawdę wysokie miejsce?

Otóż dziś w ramach Nocy Muzeów miałam okazję odwiedzić Muzeum Pana Tadeusza, które dopiero z początkiem maja zostało otwarte. B ciekawe, eleganckie i technologicznie super nowoczesne miejsce!Niestety przy dzisiejszej okazji można było zobaczyć tylko niewielką część ekspozycji, dlatego też zachęcona tym co zobaczyłam postanowiła, że jutro kupuję rodzinny bilet i organizuję rodzinne właśnie wyjście. Nabrałam apetytu i chcę zobaczyć wszystko!

A poza tym wracając Nadodrzem popatrzyłam sobie na kilka tamtejszych związanych z dziesiejszym dniem oczywiście wydarzeń. No i muszę powiedzieć, że w naszym sąsiedztwie pojawiło się kilka ciekawych miejsc. Dziś otwarto nowy gastronomiczny  lokal "Mama Ziemia", gdzie serwuje się tzw. ekologicznie czyste potrawy, a niedaleko też związany z tą ideą pojawił się b. fajny sklepik z naturalnymi kosmetykami- coś co b. lubię. Fundnęłam sobie "na wejście"  afrykańskie mydełko z czarnej glinki, olejkiem arganowym i miodem a  córcia poszalała i trzasnęła sobie tatuaż na dłoni:) Na szczęście z henny, więc szybko zejdzie.

Ja też zresztą dziś poszalałam, ale że tak powiem, w zupełnie innej branży. Otóż zamówiłam sobie internetowo prenumeratę na 18 tomików polsko-angielskiej serii, jaka niedawno się pokazała. Finansowo znacznie bardziej się opłaca od zakupu w księgarni, a że niestety ale w kwestii języka zapanował u mnie zastój, więc pora się wziąć za siebie. Na konwersacje mnie teraz nie stać, więc stwierdziłam, że ta forma będzie dla mnie dostępna, a przy tym wygodna i przyjemna. 

Póki co kończę dwie inne lektury, zupełnie różne w klimacie i  dlatego w zależności od nastroju czytam raz jedną raz drugą. Pierwsza to "Czas Kondora" opowiadająca o dyktaturze chilijskiej prawicy (rządu Pinocheta) i podjętej przez jego ludzi akcji o kryptonimie "Operacja Kondor", w której chodziło tak naprawdę o eliminację  lewicy, (także tej będącej już na emigracji). Okazało się, że te wszystkie uprowadzenie, zaginięcia,tortury, mordy działy się za przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych, które oczywiście chciały pozbyć się zagrożenia jakie niósł ze sobą komunizm. Jakimi metodami to się odbywało, tym już w Białym Domu nikt nie zawracał sobie głowy.  Tak to jest  gdy- czy to lewica, czy to prawica próbuje narzucić innym swoje poglądy. Polityka w swoim makro i mikro wymiarze potrafi być tak samo okrutna.  

Druga lekturą są "Gawędy o sztuce XII-Xv wieku". Z chęcią zobaczyłabym ekranizację tej książki, gdyż losy wybitnych artystów tego okresu tworzą niesamowicie barwną historię. Na pewno dobrze by się to oglądało. 

Przeczytałam ostatnio także niesamowitą książkę o autystycznym dziecku, które wyrosło na geniusza Myślę sobie, że ta książką jednak zasłużyła sobie na odrębny rozdział, także zajmę się nią pewnie przy najbliższej okazji:)

No a jutro mamy Zielone Świątki także już dziś miłego  świętowania życzę!

21:01, taniatoja
Link Komentarze (9) »
sobota, 07 maja 2016

O "Pochodzie czterech duchów", czyli rozpoczęciu obchodów Europejskiej Stolicy Kultury już pisałam. Jako  że jednak wraz z początkiem sezonu turystycznego tempo pojawiania się nowych tzw. wydarzeń artystycznych wyraźnie się nasiliło, zapowiada się, że nie pierwszy i nie ostatni raz zabawię się w ich recenzenta. A tego, co dziś  moje oczy ujrzały po prostu nie mogłabym nie skomentować. 

No więc....

Dziś na Pl Wolności miałam okazję zobaczyć dwie instalacje: jedną dość ciekawą, a drugą hmm...jak to ująć... b. oryginalną? szaloną?- eee, za słabo! Przekraczającą granicę absurdu i dobrego smaku?- już lepiej. Obawiam się jednak, że tego co doświadcza widz tegoż przedsięwzięcia, żadne słowa nie są w stanie wyrazić. I o to autorowi tegoż projektu pewnie zresztą chodzi!

(Śmiało natomiast  może stanąć w szranki chociażby z pewnym prezentowanym przez koleżankę dziełem. Mam nadzieję,że wszelkie analogie do jej wpisu zostaną mi przebaczone, ale szczerze mówiąc efekt jest zamierzony;))

Posłuchajmy jednak co sam autor ma  nam do powiedzenia:

"Tężnia Sztuki jest konstrukcją zbudowana z drewna iglastego, systemu różnych łączeń, drewnianych podpór, a przede wszystkim tryumfem masy przedmiotów i urządzeń powystawowych, gromadzonych przez artystę przez dwanaście lat. Zebrane u poukładane są gabarytowo oraz monochromatycznie wraz ze spisem inwentarzowym. Konstrukcją tężnia sztuki w założeniu ma współgrać z otoczeniem. Wystawione przedmioty również przechodzą pewna przemianę, z funkcji magazynowej wejdą w poziom wystawienniczy, unosząc oko i depcząc nostalgię..."

Wystarczy. A teraz UWAGA to niezwykłe dzieło:

 

 

i jak tam? już czujecie ową "nostalgię"?

Ja przyznam się, że będąc w środku poczułam zgoła co innego i czując zawartość żołądka podchodzącą szybko do gardła musiałam nawet przyspieszyć kroku.

Żeby jednak i Wam dostarczyć choć trochę wrażeń pozwolę sobie na  jedno zbliżenie

 

i co- teraz lepiej? czujecie ten zapaszek charakterystyczny dla podwórkowych kontenerów?

 

To może jednak oddalmy się trochę i zobaczmy dzieło z boku i jakby od srodka

 

Niestety fotka coś nie chce mi się odwrócić, ale i tak wiadomo o co chodzi, więc może wystarczy tej uczty dla ducha!

Patrząc na tę "czistą formę" sztuki współczesnej przyszło mi do głowy, że może i ja bym mogła się jej przysłużyć. Gdyby tylko autor chciał odświeżyć swoją kolekcję, z chęcią dostarczyłabym mu eksponatów z własnej piwnicy. Trochę bym się narobiła znosząc i  transportując ten cały  badziew, no ale czego nie robi się dla sztuki;))

I co Bożenko- chyba Twój mural przebiłam;)?

Drugie dzieło w samym Forum Muzyki okazało się znacznie ciekawsze, choć nie jestem pewna, czy stanie w  długaśnym ogonku po to, by potem potuptać sobie kilka metrów tzw. Pasażem, dla wszystkich byłoby atrakcją. To przeżycie jednak na pewno miało o wiele więcej do czynienia ze sztuką od poprzedniego. Otóż dokładnie nie wiem na jakiej zasadzie, ale  każdy twój krok w owym korytarzu powodował na zasadzie interakcji emisję dźwięków związanych z różnymi momentami  historii Wrocławia. Można więc było dzięki fonii przypomnieć sobie powódź z 1997 roku, usłyszeć dzwony kościołów, zgiełk ulic, czy też grany rokrocznie przez tysiące gitarzystów utwór Hej Joe na wrocławskiej starówce itp. Przyznacie, że sam  pomysł ciekawy?

No, na dziś mam dosyć  wrażeń. Na tym na pewno jednak nie koniec bo już za tydzień w ramach "Nocy Muzeów" szykuje się mnóstwo atrakcji.

Do usłyszenia zatem z trasy szlakiem ESK, choć obawiam się, że ta "kultura" nie zawsze może być  wysokich lotów;)

21:25, taniatoja
Link Komentarze (7) »
wtorek, 03 maja 2016

 

Sama nie wiem dlaczego, ale kiedy tylko pomyślę o maju słowa i melodia tej piosenki Zbyszka Hołdysa zaraz przychodzą mi do głowy:)

No a u nas tegoroczny maj zaczął się b. ładnie- pogodowo zresztą i nie tylko:)

Wczoraj wsiedliśmy sobie w szynobus i wybraliśmy się  pojeździć trochę po uroczych Wzgórzach Trzebnickich. Rzeczywiście krajobraz jaki można tam zobaczyć trudno określić inaczej niż malowniczy: pagórki pokryte rzepakiem i kwitnącymi sadami. Niestety taka wycieczka jest super, ale jak się okazało niekoniecznie rowerem miejskim. By pokonać bowiem niektóre wzniesienia trzeba by mieć lepsze przerzutki (maż na swoim góralu miał jednak zdecydowanie łatwiej). Do tego przy licznych kamieniach zalegających w leśnych wąwozach kask by się jednak zdecydowanie przydał. No cóż- następnym razem człowiek będzie już mądrzejszy i lepiej się zaopatrzy. Teraz pozostaje się tylko cieszyć, że wyszedł z tak urozmaiconej trasy bez szwanku;)

W pewnym momencie mieliśmy zresztą obydwoje dość i i tak sobie odpuściliśmy trochę. Zamiast machnąć kolejne 7 kilosów tzw. trzebnicką pętelką ( w sumie zrobilismiy  jakieś 30 km) skróciliśmy sobie nieco szlak. Zmęczeni postanowiliśmy rozłożyć się pod taką uroczą czeresienką (zdajsie) i kimnęło nam się na jakąś godzinkę:)

Tu tania jeszcze dzielnie stoi;) 

 

Wspaniale jest obudzić się mając nad sobą na błękitnym niebie pierzaste chmurki no i takie oto właśnie kwitnące cudo!

Potem już w samej Trzebnicy wdepnęliśmy do kawiarni (lodziki i kawusia- pycha:) i tak zregenerowani i zadowoleni ściągnęliśmy wieczorem do domu.

Dziś natomiast pojechaliśmy z dziadkiem i młodszą zwiedzić Klasztor Księgi Henrykowskiej i okalający je park z ścieżką dydaktyczną. Wycieczka jak najbardziej udana więc nabrałam ochoty na kolejne pocysterskie opactwo: Lubiąż i Krzeszów. Zwłaszcza chętnie odwiedziłabym to drugie miejsce, które jest mi kompletnie nieznane. Okolica zresztą b. ciekawa, więc kolejny weekend mamy już zaplanowany:)

No a jutro czeka nas powrót do rzeczywistości...

Oby był jak najmniej bolesny, czego sobie i Wam życzę;)

23:05, taniatoja
Link Komentarze (9) »
piątek, 29 kwietnia 2016

No i przed nami długi majowy weekend:)

Słoneczko znowu świeci, wkoło czuć wiosnę, więc aż radośnie się robi na samą myśl o tych kilku wolnych dniach. Siedzę sobie właśnie popijając chałwę kawusią i tak sobie nad tą miłą rzeczywistością rozmyślam:)

Za mną b. dobry tydzień w pracy, więc czuję ten "haj optymizmu":) Dziś, jako że koleżanka będąca wychowawczynią jest na zwolnieniu to ja prowadziłam z dzieciakami zajęcia i czuję się po prostu w swoim żywiole! Cały tydzień przerabialiśmy ( w związku z Dniem Ziemi) ekologiczne tematy, które są mi b. bliskie, więc pole do popisu w pomysłowości co do realizacji tematu było wielkie. Woda na młyn- jak dla mnie!

Nie tylko działania z dzieciakami mnie cieszą, ale też relacje z nowymi koleżankami i kolegami, których w tej szkole jest, jak na szkolne realia b. dużo (prawie połowa kadry!). Mamy bowiem nie tylko pana dyrektora, ale i panów wuefistów, pana od angielskiego, matematyki i informatyki, a także kilku mężczyzn w świetlicy,  nie mówiąc już o panu od zerówki:)!

Najbardziej cieszy mnie jednak życzliwość osób, z którymi współpracuję, czyli wspomnianej koleżanki prowadzącej klasę,( w której pełnię obowiązki tzw. pedagoga wspierającego) i cudownej pani wicedyrektor, dla której mam naprawdę za jej postawę wiele szacunku. 

Po lekcji, jaką ostatnio odebrałam w prywatnej placówce b. sobie cenię tak dobre relacje. Tam właśnie na własnej skórze doświadczyłam bowiem, że może być zupełnie inaczej. Wiele tu zależy od samego szefostwa, a jeżeli ono od pierwszego tygodnia pracy wprowadza rządy w style "dziel i rządź" to nic dziwnego, że skłóceni pracownicy nie mogą się dogadać, a opierniczani za to non stop  czują się ciągle pod dyrektorskim ostrzałem. Teraz, przy normalnych pracowniczych układach, z całą ostrością widzę tą drastyczną różnicę. Ileż to zamętu może sprawić osobą, która dorwawszy się do dyrektorskiego stołka przyznaje sobie prawo pomiatania ludźmi. Prymitywne osobniki czując pieniądz i władzę tak jednak mają. 

Przepraszam za tę reminiscencję, ale naprawdę kiedy zdam sobie w pełni sprawę z tego, co mnie spotkało, to Bogu dziękuję, że choć tak brutalnie, ale pozwolił mi się rozstać z tą chorą "firmą". To zaś,  co teraz mnie spotyka po półrocznych tam przejściach, uważam naprawdę za wspaniały od Opatrzności prezent. 

Jak cudownie się pracuje w dobrej atmosferze, ten może w pełni docenić, kto wcześniej pracował  w zupełnie innych warunkach.

Nie dziwcie się więc mojemu entuzjazmowi, bo wiem jak kruche potrafi być tu szczęście.

                                                               ***

 

Tak majowo i radośnie mi się zaczęło, ale temat, który na dziś sobie wymyśliła wcale nie jest taki frywolny.

Podzieliłam się na początku swoimi emocjami, to teraz do rzeczy:)

Ostatnio w wolnych chwilach z dużym zainteresowaniem śledzę, co dzieje się w prasie i  w internecie po opublikowaniu niezwykłej adhortacji papieża Franciszka  zatytułowanej "Amoris laetitia", czyli radość miłości. Papież w zupełnie nowy sposób porusza w niej b. ważne kwestie min. miejsca tzw. "rozwodników" w kościele.  Dziś- w dobie rozwodów i ponownych związków na szczęście K- ł też dostrzega problem i chce tkwiącym w nim osobom jakoś wyjść naprzeciw.

A jak ze strony właśnie kościoła wygląda ta rzeczywistość?

Do tej pory było tak, że ludzie rozwiedzeni stali niejako poza kościołem nie mogąc korzystać w pełni  z sakramentów. Brak możliwości uzyskania rozgrzeszenia w sakramencie pokuty z powodu życia w niesakramentalnych (powtórnych często) związkach powodował niemożność przyjmowania komunii, co dla wielu wierzących  było naprawdę,  mówiąc delikatnie, niesamowicie przykre. Nie dla wszystkich- wiadomo. Niektórzy na K- ł po prostu się obrazili ( na zasadzie"nie to nie") dla wielu jednak wychowanych w chrześcijańskich wartościach i chcących je przekazać dalej swoim dzieciom to była prawdziwa rana odtrącenia. 

Co mówi więc teraz na ten temat mówi Franciszek?

Otóż nie narzucając odgórnie żadnej nowej reguły daje takim ludziom "zielone światło" poprzez całkowicie nowe spojrzenie na sytuację "po rozwodzie". Proponuje mianowicie księżom zupełnie inną rolę: mają być oni nie tyle surowymi sędziami sprawującymi swoiste" rządy dusz", ale mają po prostu przyjrzeć się indywidualnie każdej sytuacji, (bo nie wszędzie chociażby wina stron jest równa) i z miłosiernym (czyli pełnym zrozumienia i akceptacji) spojrzeniem po prostu towarzyszyć tym ludziom na ich drodze integracji z Kościołem.

Brzmi pięknie, ale co to w praktyce oznacza? No właśnie i tu zaczynają się schody.

Wielu księży dziś zastanawia się, co oznacza to towarzyszenie i czy mogą czy niemogą petenta rozgrzeszać. B. podoba mi się rozmowa między zainteresowanymi (osobą świecką i duchownymi) jaką w tym temacie opublikował Tygodnik Powszechny (ostatni numer). Śledzę też ciekawe dyskusje jakie na tym odcinku prowadzi portal Deonu i jestem naprawdę po wrażeniem jaki pozytywne ferment sprawił Franciszek swoim świeżym spojrzeniem w instytucji KK:) Wracając jednak do wspomnianej rozmowy, nie mogę się oprzeć pokusie, by nie zacytować niektórych po prostu genialnych, zawartych w niej  sformułowań. Prowadząc rozmowę z dwoma kapłanami (i tak z tzw. nurtu otwartego)  redaktor Sporniak wyraża zaniepokojenie iż swoją postawą księża nie dostrzegają tej możliwości jaką teraz oferuje im poprzez możliwość udzielenie ludziom,( którym rzeczywiście na tym zależy) łaski przebaczenia  w sakramencie pokuty i pojednania. Okazuję się bowiem, że wielu księży dziś w Polsce oczekuje w tej sprawie jednak jakichś konkretnych, od biskupów chociażby, wytycznych, bojąc się ryzykować wprowadzenia tak drastycznych zmian, czyli jak mówi Sporniak próbując jakoś "unormować to, co papież celowo zostawił otwarte". Tylko czy biurokratyzacja wrażliwej sfery jaką jest moralność ma jakikolwiek sens? Wydaje się, że papież na takie pytania odpowiada przecząco. Być może w mentalności naszych księży leży jednak jakaś obawa przed zaufaniem  ludzkiemu sumieniu i przyznaniu mu tej cząstki wolności, do której do tej pory sami rościli sobie niczym jakaś "święta inkwizycja" prawo. 

Myślę, że po prostu niektórym rezygnacja z tego "przywileju" może przyjść b. ciężko. Na koniec warto przytoczyć doskonały fragment dialogu, który przyznam, że niesamowicie mnie rozbawił. 

Otóż  ponoć w rozmowie z A. Torniellim Franciszek daje za wzór spowiednika, który mając skrupuły, że jest za bardzo miłosierny (udzielając niesakramentalnym parom rozgrzeszenia) robił tak: tu cytat" Idę do kapliczki, klękam  przed tabernakulum i mówię Jezusowi:Panie przebacz mi, że za dużo przebaczyłem, ale to Ty dałeś mi taki zły przykład":)

I tu redaktor kieruje pytanie do księdza A. Bonieckiego "Co Jezus zrobiłby dziś Adamie na Twoim miejscu?", na które ten udziela mu bezcennej odpowiedzi: "To straszliwe pytanie, bo Pan Jezus nie znał Kodeksu Prawa Kanonicznego. Był, uprzejmie to ujmując, niezorientowany w przepisach kościelnych":)

...i to jest chyba sedno sprawy albo inaczej to ujmując- choroba mająca na imię instytucjonalizacja sfery, której się tak naprawdę nie da zbiurokratyzować. 

Ciekawa jestem jak długo zajmie  przy naszych układach zmiana kościelnej mentalności i jak wiele zrobi się, żeby to proste papieskie polecenie obejść. Mam nadzieję, że Pan Jezus poradzi sobie jednak z opornymi i cierpka uwaga Franciszka, iż "religia bez miłosierdzia staje się zwykłą ideologią", nie będzie naszym udziałem. 


21:31, taniatoja
Link Komentarze (9) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67