RSS
sobota, 30 marca 2013

Tak szybciutko...

Moje oczy cieszy teraz wiosenna kompozycja- cudna mi w tym roku wyszła!

To dla mnie ważny element Świąt- pięknie udekorowany stół. Mazurek wielkanocny zrobiony, baba właśnie siedzi w piecu, a my już z córą uświęcone kiełbaską i chlebkiem z koszyczka (drugie śniadanko smakowało jak nigdy:))

Jaja, babeczki, chlebek miłości (co roku kupuję ze święcą paschalną) no i całą resztę zostawiam na śniadanko wielkanocne oczywiście.

Wczoraj trochę sobie posprzątałam- okienko wymyte, firanki i zasłony pachną świeżością. Od razu lepiej się człowiek czuje, gdy trochę rupieci uprzątnie.

Jutro jesteśmy w domku, na obiadek zaprosiłam tatę, więc trzeba się szczególnie postarać (po raz pierwszy będę serwować kaczkę i liczę , że mi wyjdzie). potem może odwiedzimy mamę na cmentarzu, a wieczorkiem wpadniemy do wujków. Z bratem pewnie się nie zobaczę, bo zapewne nie dojrzał jeszcze do pojednania. Żałuję właściwe jedynie ze względu na uroczą brataniczkę, dla której i tak przygotowałam "zajączka". Niestety cioci na święta nie zobaczy, ale prezencik dziadek przekaże. siostra daleko (jak szkoda!), wiec pewnie w niedzielę pogadamy sobie przez skape.

W poniedziałek wyjeżdżamy natomiast do rodziny męża i pewnie będzie jak zwykle b. sympatycznie.

Wieczorkiem trzeba jeszcze porozsyłać życzenia, a potem wybieramy się na przepiękną liturgię wigilii paschalnej z nocną procesją rezurekcyjną do dominikanów (albo karmelitów, bo bliżej). Może nawet uda mi się namówić starszą by poszła z nami. Niestety " na co dzień "nie chodzi do k- ła; podobnie jak ja w jej wieku jest b. krytyczna w i wszystko kontestuje. Mam nadzieję, że z wiekiem jej przejdzie i będzie w k-le także dostrzegać dobre strony. Nie przymuszam jej do niczego, bo to nie nie miałoby sensu. Do tego trzeba po prostu samemu dojrzeć.

I jeszcze jedna refleksja w temacie: dziś jak zwykle na poświęceniu koszyczków kościół pełen tzw. katolików, czyli tych c wpadają tu raz do roku, by móc na stole wielkanocnym poświęcone jaje. Śmieszne obrazki można w związku z tym zaobserwować. Koło mnie stał sobie właśnie podpity facet. Akurat kiedy ksiądz podchodził z kropidłem zadzwoniła mu komórka. Najpierw, licząc pewnie, że zaraz ucichnie udawał, że to nie jego. Potem trzęsącymi rekami wydobył ją zza pazuchy próbując poradzić sobie z wyłączeniem. Patrząc na jego zmagania grzecznie zapytałam, czy mogę mu pomóc, ale gość skonfundowany coś tam pod nosem burknął. Nie czekając już na błogosławieństwo złapał za koszyczek i zniknął.

Po poświęceniu podeszłam z życzeniami uścisnąć rękę kapłana. B. szanuję tych ludzi mimo, że tylu wśród nich faryzeuszy i zwykłych popaprańców. Niestety ci, którzy naprawdę dają z siebie wszystko (osobiście znam kilku takich angażujących się wiele wspaniałych spraw) obrywają za całą resztę. Szkoda mi ich, bo to często ludzie naprawdę wielkiego formatu, i nie tyle krytyki (ci, którym przychodzi to wyjątkowo łatwo, najczęściej  sami nie machną palcem, żeby w tak krytykowanej przez siebie instytucji było lepiej. Zwykła dziecinada- najlepiej kogoś obrzucać błotem zamiast samemu coś zrobić, żeby było lepiej), ile naszego wsparcia- serdecznego chociażby potraktowania jak każdego człowieka.

Rozpisałam się, a tam zaraz baba mi się spali!;)

 

Wszystkim, którzy tu w najbliższych dniach zaglądnął życzę przede wszystkim: 

WIOSNY-  TEJ W NAS I  TEJ NA ZEWNĄTRZ, CIEPŁA W SPOSOBIE PATRZENIA NA DRUGIEGO CZŁOWIEKA!

Jeśli chcę się jeszcze nazywać chrześcijanką to dlatego, że takiej właśnie postawy uczy mnie- mało pojętnej w tej materii, mój MISTRZ. Tym właśnie zdobył moje serce...

 

                 DUUUŻO UŚMIECHU!:))




11:58, taniatoja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 marca 2013

Drzewo kojarzy mi się niesamowicie pozytywnie! Podobnie jak mężczyzna (przynajmniej pewien gatunek)- jest dla mnie uosobieniem siły i stanowczości. Nie na darmo chyba mówi się "chłop jak dąb"! ( i nie moja wina jeśli niektórym nasuwa się zaraz dalsze skojarzenie...;)

Uwielbiam spacerować po lesie i przytulać się do pnia mocnego drzewa, by zaczerpnąć energii. Coś mnie po prostu przyciąga- jakaś (choć nie lubię tego słowa) magiczna siła. Czuję wtedy niesamowitą jedność z tym wszystkim, co mnie otacza.

Dziś raniutko, ( żeby uniknąć potem kolejek) pobiegłam pojednać się z Panem Bogiem. Szczęściem trafiłam na mądrego i nawet dowcipnego kapłana. Trochę powiedział mi do słuchu, ale w taki sposób, że wcale nie chciało mi się wierzgać (nawet mnie rozczulił...:)

Ponieważ ( a może dlatego), że jestem straszną grzesznicą Boże przebaczenie niezmiennie mnie porusza i wzrusza. To chyba dobrze- znak, że jest we mnie jeszcze jakieś sumienie.

Dobrze pamiętam pewne wydarzenie: miałam wtedy dwadzieścia parę lat i właśnie odbyłam jak to się zdajsie mówi "spowiedź życia"- po paru latach przerwy w końcu się dotarłam do konfesjonału. Odbyłam sobie z księdzem (a niesamowita to była osoba!), jeśli tak można powiedzieć, męską rozmowę. Na końcu usłyszałam: "to i to i to...przydałoby się zmienić, nad tym i tamtym trzeba popracować, a z tym musisz kategorycznie skończyć. Teraz przyjmij przebaczenie Jezusa...." tak po prostu...(a domyśleć się można, że bagienko po tylu latach było niezłe we mnie). I wtedy faktycznie poczułam jakby sam Pan Jezus podnosił mnie z kolan, mówiąc jak do jawnogrzesznicy:"Idź i nie grzesz więcej". I to spojrzenie i uśmiech pełen ciepła...dostałam miłosierdziem w łeb jak obuchem i choć nie lubię się rozklejać pamiętam jak wtedy długo pod krzyżem płakałam.  Raz jedyny mi się coś takiego w życiu zdarzyło. Pozostało piękne wspomnienie, które gdzieś ciągle jak znak pieczęci na dnie serca noszę i choćbym chciała czasami zapomnieć-  nie mogę. Bardzo mocne to było, naprawdę...

 

No tak: zakupy świąteczne zrobione, teraz trochę porządków, a wieczorkiem wpadnę na chwilę tylko na nabożeństwo, by jak to się co roku wydarza, uklęknąć i pocałować drzewo krzyża.

Ciągle gdzieś się potykam, gubię, czasami uciekam. Dobrze, że jest raz w roku taka okazja, by podejść b.blisko i powiedzieć: "pamiętam o Tobie (mimo wszystko)... przepraszam i dziękuję...".

 

Teraz lecę do garnków:)


14:14, taniatoja
Link Komentarze (6) »
czwartek, 28 marca 2013

Fajny dziś był dzień. Oprócz kadr i personelu sprzątającego w całej szkółce byłam tylko ja i dwunastka pozbieranych dzieciaków. Cisza i spokój (gdyby oczywiście nie moje dzieci)!  Dla zgubienia energii pograliśmy sobie w piłę na sali gimnastycznej (po godzinie mnie już ręce i uszy wysiadały a im ciągle mało!), poszaleli jeszcze w sali, a ja pogadałam trochę z rodzicami.

Najciekawsze rozmowy miałam jednak z dwoma paniami nazwijmy z "technicznej obsługi". Przyszły niby pomóc, trochę pogadać i..dowiedziałam się b. ciekawych rzeczy. Okazało się, ze niektóre panie chyba mają za mało pracy, bo zamiast robić swoje obrabiają sobie wzajemnie, no i nam tyłki. Dowiadując się tych rewelacji robiłam chyba coraz większe oczy. Boże kochany- pomyślałam- z kim ja pracuję! To jakiś kosmos. Pojęcia nawet nie miałam co za moimi plecami chociażby o mnie paniusie rozpowiadają. Normalnie żenada, trzeba być chyba chorym żeby takie rzeczy wymyślać!  Nie zamierzam wchodzić na pewno na ten poziom! Plotkarstwo, obmawianie to stanowczo nie moja bajka. Kurcze człowiekowi nawet by nie przyszło do głowy, żeby takie siać ploty. O nie! tym akurat zupełnie nie zamierzam się przejmować. Jak komuś się nudzi to jego problem!

Mam poczucie też dobrze spożytkowanego czasu, bo nareszcie zrobiłam porządek z klasowym bałaganem. Niestety uzbierało się tego trochę, bo na co dzień kompletnie nie ma na zaszłości czasu. Uzupełniłam dokumentację, powywalałam niepotrzebne rupiecie- takie tam wiosenne porządki.  Przechodząc  korytarzem z satysfakcją stwierdziłam, że najładniejsze dekoracje są nasze:) Fakt- dużo ostatnio czasu poświęciłam na zajęcia plastyczne, ale warto było!

Zawsze to zresztą lubiłam i nieskromnie się pochwalę się, że nasze- moje i córek prace, które robiłyśmy na różne konkursy nieraz zajmowały pierwsze miejsca!

Teraz zamiast wybrać się na Wielki Czwartek (nie chce mi się i nie mam siły) zabieram się za lekturę. Dziś w "Do Rzeczy" artykuł mojego ulubieńca- Łysiak odsłania Sykstynę. 

Pieczenie mazurków zostawiam na jutro:)


18:51, taniatoja
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 marca 2013

Siedzę sobie i porównuję różne ubezpieczeniowe oferty. A zaczęło się od kolejnego telefonu "zaprzyjaźnionego banku". W końcu mnie dopadli (ileż można mówić, żeby spadali na drzewo; jak dzwonili z zastrzeżonego, to człowiek nie odbierał i tyle, a teraz... )! 

Pomyślałam: a może jednak?  W sumie mam tylko grupówkę z pracy, a tu latka lecą, człowiek starzeje się, być może w końcu (choć na szczęście jeszcze nie) zacznie chodzić po lekarzach ( a wiadomo jak z dostaniem się na NFZ do specjalisty wygląda sprawa). Może jednak jakiś sensowny pakiecik by się przydał.

Lubię właściwie takimi sprawami się zajmować. Coś zupełnie innego niż to, co robi się na co dzień. Każdy wysiłek dla głowy jest dobry, a ja lubię mieć poczucie, ze robię coś sensownego (zwłaszcza po wczorajszej głupawce taki trening się przyda).

Podobne odczucie mam zabierając się za angielski. Dumna jestem z siebie kiedy pokonam lenia i wezmę się za siebie (tym bardziej, że egzamin zbliża się wielkimi krokami).

Czasami niestety folguję sobie (zmęczenie bierze górę), albo normalnie po robocie nie daję rady (zwłaszcza że wiadomo zawsze się jeszcze znajdzie coś do zrobienia w domu).  Dziś np zajmowałam się z młodszą projektem na historię.  Starsza w tym czasie męczyła się na korkach z matmy (niestety nie chciało się córci uczyć wcześniej to teraz mamcia musi wyskakiwać z kasy!).

Kiedy te dzieciaki w końcu wyjdą z domu i dadzą człowiekowi normalnie pożyć!!

W. na studia wybiera się do Japonii (serio- taki jest plan:)), więc może za dwa lata...     tylko tłumaczę jej, ze wcześniej musi powalczyć o stypendium. Potem jak najbardziej: szerokiej drogi, a raczej "wysokich" lotów- z chęcią odwiedzę ją na wakacjach:).

Wystarczy. Trochę się tu porelaksowałam, pora wziąć się za coś...

W czwartek wieczorkiem (po ostatnim dniu pracy) zrekompensuję to sobie- planuję słodkie lenistwo- pełny luzik. Za to od piątku, już i tak na ostatni moment, trzeba pełną parą wziąć się za przygotowania świąteczne.


22:00, taniatoja
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 marca 2013

Dziś w pracy od rana taki zapieprz, że nie wiadomo w co ręce włożyć! I tak  będzie pewnie do świąt:(

Cóż- poniedziałki zawsze są właśnie takie!  Wolne mamy od piątku i pewnie wtedy dopiero poczuję świąteczny klimat.

Dziś z lekka poprawiłam sobie humor wizytą u fryzjera:) ....fryzurka wyszła super! (" śliczniutka  jesteś- usłyszałam w domu":)

Wracałam z głową prawie w chmurach ( proszę-jak to niewiele kobietom do szczęścia trzeba!:) Stukając obcasikami po chodniku pomyślało mi się: jak to fajnie, że już nie tylko nogi przyciągają spojrzenia;))

Fajnie być kobietą, fajnie się podobać, a jeśli nie zawsze to fajnie mieć to w dupie!

 

 

....i proszę mnie dziś nie "wyciągać" na żadne ambitne rozmowy...;)

biorę kocyk, piwko i znikam:))

miłego wieczoru!

19:27, taniatoja
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 marca 2013

Może też jest we mnie jakaś przekora, ale naprawdę nie potrafię "wszedłszy między wrony krakać jak i one". Niestety wyrażając swoje zdanie (pewnie, że nie zawsze, bo po co) podpadam niektórym i niestety skreślają mnie z listy swoich znajomych. Zawsze staram się być w relacjach z ludźmi uważna i delikatna, nie oceniam osoby i jej poglądów, co najwyżej pewne postawy i sposób rozumowania. Jeżeli jest tak, że jednak samo zajęcie innego stanowiska powoduje odstawienie na boczny tor- trzeba powiedzieć sobie trudno. Tego się uczę, ale wciąż takie wykluczenie sprawia mi dużą przykrość...

Nic nowego, ale mniej wrażliwym jest pewnie w życiu o wiele łatwiej.

 

Dziś wieczorem wybieram się na ciekawy spektakl, ale póki co świętujemy niedzielę palmową;) Ciekawe czy będzie można kupić jakieś baźki...?

Słonecznej niedzieli życzę! U nas właśnie słoneczko się przebudza:))

10:39, taniatoja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 marca 2013

Niestety, nic nie wyszło dziś wieczór z domowego kina:(

Starsza jeszcze nie wróciła, młodsza przysnęła , a  mąż poszedł na meczyk do sąsiada. Nic nie szkodzi. Zaszyłam się z książeczką pod kocykiem, a potem poczytałam dokumenty, które zostawiły mi dziś studentki po dwóch tygodniach praktyk. Fajne dziewczyny mi się w tym roku trafiły, więc muszę im odpowiednią do zasług napisać ocenę:) Im też było z nami chyba dobrze, po na zakończenie dzieciaki dostały grę, a pani z gorącymi podziękowaniami czekoladkę. Sympatyczny akcent:) Teraz jednak czytając Dzienniczek jaki mi do podpisu zostawiły jestem dopiero miło zaskoczona. Pozwolę sobie (nie zdradzając jak mniemam tajemnicy służbowej;) zacytować: "Pierwszy dzień praktyk bardzo mi się dłużył, ale w zdecydowanie pozytywny sposób(?;). Zapoznałyśmy się z nasza Panią opiekun, która okazała się być cudowną, ciepłą osobą" I jeszcze z ostatniego dnia: "Muszę przyznać, że to były najmilsze i najwspanialsze praktyki, jakie miałam okazję odbyć ze względu na dzieci oraz Panią A. ":))

Nie ma co- ładny mi dziewczyny "panegiryk" wlepiły;)!

Szczerze mówiąc zupełnie się tego nie spodziewałam, choć już wcześniej mówiły o swoich pozytywnych odczuciach. I mam wrażenie, ze nie było to jakieś "słodzenie", ale autentyczne wrażenie z ich strony. Fakt- dobrze nam ze sobą było i ciesze się, że dziewczynom się podobało:))

Dobrze, że chociaż praktykantki doceniają nauczycielski "trud i znój";))!

22:17, taniatoja
Link Komentarze (2) »

Od wczoraj zaliczam potwornego doła :(

Wszystkie słabości się we mnie uaktywniły: brak pewności siebie, poczucie odrzucenia i niezaspokojona potrzeba akceptacji. Nie będę się rozpisywać, bo nie lubię jęczeć, ale strasznie się z tym czuję! Wczoraj wyszłam wieczorem i dobrze że było ciemno, bo chociaż spokojnie mogłam sobie chodząc bocznymi uliczkami poryczeć.

Nigdy nie miałam w pracy trudnych relacji. Lubiliśmy się, z wszystkimi żyłam w zgodzie. Nigdy bym się nie spodziewała, że po siedmiu latach pracy w tym towarzystwie coś takiego mi się przydarzy i to ze strony osoby , która co dopiero do nas przyszła...

Dobrze, że praca to nie wszystko, jest jeszcze rodzina, przyjaciele. Mimo wszystko strasznie te relacyjne historie przeżywam. Dobrze, że jest weekend, bo potrzebuję jakiejś odskoczni- spotkania ze znajomymi,  wyjścia na jakąś ciekawą imprezę. Chciałabym znów się z czegoś pośmiać- poprawić sobie humor. Może uda mi się o wszystkich biedach zapomnieć....

Dzisiaj pod kocykiem poczytam sobie trochę, jak córka wróci dokończymy oglądać "Niemożliwe" (fajny film- trzymający w napięciu). Mam nadzieję, że zrelaksuję się na tyle, że uda mi się zasnąć bez proszków. A jutro wstanie nowy dzień i może będzie lepiej (pewnie tak, bo mam z rana angielski:)) A potem może uda mi się umówić z "psiapsiółką";)

Miłego w każdym razie wieczoru!

18:14, taniatoja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 marca 2013

Lubię wtorkowe popołudnia. Po 8 godzinach w pracy dobrze jest pomyśleć, że jutro druga zmiana i do tego tylko 3 godzinki:)

Ponieważ mam rano wolne zaklepałam  sobie dwa zajęcia z angielskiego. Potem robię klasowe zakupy i jeszcze wcześniej pewnie uda mi się zjechać do szkółki na kiermasz.

O pogodzie nawet szkoda gadać! Niestety przy takiej zimno/mokrej aurze zaczynają odzywać się moje korzonki:( Starsza się właśnie śmieje, "że mamę coś pogięło";) SKS jak nic!

Jeżeli chodzi o moje tutaj pisanie mam jeden dylemat. Poprzednio, kiedy pisałam pod innym nickiem zaraz po opublikowaniu wpisu ukazywał się on w tzw.Najnowszych. Teraz niestety (przy nowym blogu)  nie. Czy ktoś wie o co tutaj chodzi? Ja niestety nie mam pojęcia i nie wiem, co z tym fantem zrobić...

19:24, taniatoja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 marca 2013

No to już jest przegięcie- 18 marzec a tu zamieć śnieżna jak w jakimś środku zimy!!

Ciekawe, czy wiosna kalendarzowa też nas taką aurą przywita:( Ponoć w niektórych rejonach Polski śniegu jest po kolana. W nas nie aż tak źle, ale chyba wolałabym śnieg niż taką zadymę! Zima biała i słoneczna jest po prostu piękna, ale już wystarczy...naprawdę!  Tęsknię przede wszystkim za słońcem, ale też za zwykłym ciepełkiem. 

Psia pogoda- nosa się nie chce wyściubić! Musiałam po pracy wyjść jednak jeszcze raz  z domu, bo u młodszej w szkole  były konsultacje. Ponieważ dziecię zaś kończy szkółkę, trzeba się było pofatygować.

Już jestem jednak z powrotem:) Jak to milo siedzieć sobie w domku pod kocykiem i z tej perspektywy patrzeć tylko co się wyprawia za oknem. Muszę się przygotować do jutrzejszych zajęć, ale wcześniej relaks. Czytam właśnie fajną książkę ("12 oddechów na minutę "), a wieczorkiem oglądniemy sobie pewnie "Życie Pi".

Miłego wieczorku życzę:)!

18:38, taniatoja
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2