RSS
środa, 29 marca 2017

Zrobiło się prawdziwie wiosennie i od razu robi się człowiekowi tak lekko i radośnie na sercu:)

Nawet w pracy przy całym zagonieniu znajdują się okazje do uśmiechu.

Ostatnio mój autystyczny podopieczny rozbraja mnie swoimi do bólu szczerymi pytaniami. Jak to autystyk, choć jest inteligentny, zupełnie nie rozumie pewnych społecznych sytuacji. Na przykład zupełnie nie do pojęcia jest dla niego, że w klasie musi coś robić czego nie lubi. Biedne dziecko, kiedy np. ćwiczymy piosenkę, a ja widząc że nie uczestniczy w próbie zachęcam go do aktywności, zalewa się łzami i głośno pyta: "...ale czy ja lubię śpiewać???"

Podobnie gdy siadam przy nim (czasami trzeba mu pomóc złapać kontakt z rzeczywistością bo odpływa), czego b. nie lubi zadaje mi pytanie: "dlaczego przy mnie siadasz, czy ja to lubię???":) Zazwyczaj odpowiadam mu w stylu "może nie lubisz, ale ja Ciebie b. lubię i to jest dla ciebie wyróżnienie". Dziś jednak sróbowałam go "pokonać jego własną bronią" i gdy zaczął znów swoje wywody odpowiedziałam w jego stylu pytaniem na pytanie: "a czy ja się ciebie pytam, czy to lubisz"...a czy myślisz, że pani jest miło kiedy zadajesz takie pytania?" Oczywiście na empatię nie można za bardzo tu liczyć, ale uważam, że różnymi sposobami trzeba jednak próbować.

Drugi Artysta (ten od "cyców" i też objęty szczególną moją pieczą"  rozbroił mnie za to. Widząc dziś jak się męczę z innym chłopcem dokuczającym nieustannie koledze. podchodzi do mnie i konspiracyjnym tonem szepcze: "ale pani jest biedna,  ja wiem przecież , że X i Y mają coś z głową";) Grunt to mieć dobre samopoczucie- umieć krytycznie oceniać innych, zapominając o swoich przywarach!

Z rzeczy poważniejszych to nadmienię tylko, że przestałam zupełnie, zgodnie z zaleceniem p. dyrektor, przejmować się mało życzliwą koleżanką...i dobrze mi z tym:) Dobrze mieć ludzkiego i mądrego szefa! Mam ostatnio szczęście do przełożonych i to jest b. pozytywna rzecz!

No i tak to.

Jutro wybieram się do kina na "Chatę" i jestem b, ciekawa, czy będzie równie dobra jak książka. A wczoraj w domowym kinie oglądaliśmy "Kunduna" Scorsesa-b. ciekawy film o Dalajlamie. 

To taki trochę "wyłom" , bo przez Wielki Post staram się naprawdę ograniczać  w rozrywkach i  dbać  bardziej o to, co duchowe. Udało mi się tu właśnie uczestniczyć w kilku naprawdę ubogacających spotkaniach i rekolekcjach z czego się b. cieszę. 

Przeczytałam też pożyczoną od siostry niesamowitą książkę "Skutek uboczny- śmierć", która demaskuje różne nieetyczne  działania wielkich koncernów farmaceutycznych. Aż włos się jeży na głowie, kiedy człowiek czyta o tym jak przedmiotowo traktowany jest pacjent, jak liczy się w sumie marketing i kasa. Dobrze, że my w domu jesteśmy zdrowi i nie korzystamy z "dobrodziejstw" farmacji.

A co poza tym?

Ostatnio zapisałam się już na lipcowy plener z uczestnikami ogniska plastycznego:) Tydzień z paletą w ręku i to jeszcze w pięknym miejscu...aż się serce wyrywa.

...a odpowiadając na prośbę co po niektórych, żeby się swoimi dziełami pochwalić...spróbuję tu wkleić dwa spośród moich pierwszych "dokonań"licząc na wyrozumiałość wszelkiej maści krytyków sztuki:) Na swoją obronę powiem, że maluję zaledwie od miesiąca, bo wcześniej robiłam wyłącznie szkice...

Także proszę mnie mieć za usprawiedliwioną...

https://web.facebook.com/agnieszka.rybska.90/posts/1290141057734376?pnref=story

 

..inaczej niestety się nie dało






20:44, taniatoja
Link Komentarze (11) »